Trudne relacje rodzinne. Czy można odwołać darowiznę po latach?

Dom pod Warszawą do sprzedaży. Ciekawa nieruchomość, która skrywa zagadkę. Dowiedz się jaką


O czym przeczytasz?

Trudne relacje rodzinne. Czy można odwołać darowiznę po latach? 

Kilka lat temu znajomy polecił moje usługi swojemu kuzynowi. Do sprzedania był dom pod Warszawą. Zadzwoniłem do klienta i po krótkiej rozmowie umówiliśmy się na spotkanie. 

Pan Jacek był bardzo zainteresowany współpracą ze mną, a ja byłem ciekaw w jakim stanie jest dom, który miałem za chwilę sprzedawać. Z opisu wynikało, że nieruchomość ma swoje lata, a to oznaczać mogło wiele. Czasami nieruchomości są mocno wyeksploatowane, a czasami ich stan jest bardzo dobry. Chciałem sam się naocznie przekonać jak będzie tym razem, szczególnie, że niektórzy z nas mają bardzo dużą tolerancję na porządek i stan techniczny. Zdarzyło się już wielokrotnie, że nieruchomość, nad którą z zachwytem rozpływał się właściciel nadawała się tylko do remontu generalnego. 

Swoją drogą nie zawsze remont o dużym zakresie prac warto robić. Czasami taniej jest nieruchomość wyburzyć i wybudować w jej miejscu inną, nową. Może to rozwiązanie wydawać się brutalne, ale zwykle jest tańsze i szybsze, a na pewno prostsze od badania z jakich rozwiązań korzystał poprzedni właściciel w czasie eksploatacji. 

Woń kawy, miła rozmowa i zagadka

Po przyjeździe na miejsce zostałem szybko zaproszony do środka. Z nieukrywanym zadowoleniem spostrzegłem, że dom jest  wręcz pedantycznie utrzymany. Właściciele z dumą prezentowali mi kolejne pomieszczenia. Widziałem oczami wyobraźni jaki ogrom  pracy wykonali gospodarze i jak była ona kosztowna. Po chwili nie miałem wątpliwości - dom nadawał się do zamieszkania bez dodatkowych nakładów. Byłem naprawdę miło zaskoczony i podekscytowany, gdyż nieruchomości w takim stanie szybko zmieniają właściciela.

Usiedliśmy w salonie na kanapie, aby porozmawiać. Pani Grażyna żona pana Jacka podała ciastka i zaparzyła kawę. Woń naparu wypełniła cały salon i zrobiło się bardzo przyjemnie.

Poznawaliśmy się wzajemnie. Rozmawialiśmy, o cenie i planach na przyszłość moich gospodarzy. Dowiedziałem się, że kolejnym krokiem po sfinalizowaniu transakcji jest zakup mieszkania w Górze Kalwarii. Uzasadnieniem tej zmiany miała być lepsza komunikacja. 

W głębi duszy myślałem  “taki zadbany dom, tyle pracy, pieniędzy” po co go sprzedawać i obniżać standard życia zamykając rodzinę w mniejszej przestrzeni mieszkania nawet w jak to mówiła pani Grażyna “doskonale skomunikowanej Górze Kalwarii”. Intuicja podpowiadała mi, że plany tej rodziny mają inne podłoże.

Popijając kawę rozmawialiśmy również o innych rzeczach. O umowie, wynagrodzeniu, o tym jak przeprowadzam prezentacje i innych szczegółach mojej pracy. 

Tylko ta intuicja. Cały czas miałem wrażenie nierealności tego spotkania. Czułem, że coś jest na rzeczy.

Omówiliśmy kluczowe założenia, cenę, moje wynagrodzenie i długość trwania kontraktu. Umówiliśmy się na wizytę w moim biurze celem podpisania umowy pośrednictwa. Przypomniałem, aby klienci zabrali ze sobą dokumenty nieruchomości, bo wcześniej ich nie widziałem. Kończąc spotkanie poprosiłem o możliwość zapoznania się z otoczeniem domu. Rozpoczynając spotkanie nie miałem sposobności się rozejrzeć, gdyż szybko zostałem zaproszony, aby wejść do środka.  

Moja oczywista sugestia wprawiła gospodarzy w zakłopotanie. Patrzyli na mnie, a moja prośba zawisła na dłuższy moment w powietrzu. Było to jakieś dziwne i abstrakcyjne. W końcu po zdecydowanie zbyt długiej chwili ciszy pan Jacek zaproponował, abym obejrzał podwórko. 

Co skrywa najbliższe otoczenie

Na terenie posesji, poza domem były inne budynki. Jak to na wsi. Była  stodoła, jakiś budynek gospodarczy i taki nieduży domek z czerwonej cegły ze śmiesznie ściętym dachem. Wszystko również na zewnątrz sprawiało dobre wrażenie. Podwórko czyste, żywopłoty równie pedantycznie utrzymane, tak jak wnętrze domu. 

Niestety moja wizja lokalna została brutalnie przerwana. Nie obejrzałem otoczenia nieruchomości. Z małego śmiesznego domku energicznie “wyskoczyła” na podwórko mała postać. 

Pan Jacek wskazał skinieniem na zbliżającą się osobę i powiedział “to moja ciocia”.

Starsza pani błyskawicznie i bardzo bojowo się zbliżała. Ze schodów jakie prowadziły do domu prawie biegła. Kiedy podeszła bliżej zobaczyłem lodowate spojrzenie.

Pomimo wszystko serdecznie się uśmiechnąłem i powiedziałem “dzień dobry”.

Ciocia w odpowiedzi wywrzeszczała z całych swoich sił “Won! Won mi stąd! Nie będzie żadnego sprzedawania! Po moim trupie!“ itp. Chyba wyglądałem jak typowy pośrednik, bo starsza pani nie miała wątpliwości jaki jest cel mojej wizyty. 

Czar kawy prysł bezpowrotnie. Pojawiła się za to kanonada różnych wulgaryzmów, których cytować nie ma sensu. Trwało dłuższą chwilę zanim ochłonąłem i doszedłem do siebie, następnie pożegnałem się i szybko wyszedłem. Wizyta dobiegła końca szybciej niż się spodziewałem. 

Już po chwili, kiedy byłem w samochodzie zadzwonił pan Jacek, który przepraszał za zaistniałą sytuację i zachowanie cioci. Zdobył się też na szczerość. Było dla mnie oczywiste, że kobieta zatruwa życie całej rodziny i to ona jest prawdziwym powodem sprzedaży domu. “Kochana ciocia” nie akceptowała wybranki serca pana Jacka. Dowiedziałem się też, że dom jest posadowiony na działce, która wiele lat wcześniej została przekazana panu Jackowi w darowiźnie.

Jak sprzedać nieruchomość kiedy “ciocia” się nie zgadza

Pomimo wszystko pan Jacek dom chciał sprzedwać , ale niestety nie było to możliwe. Po analizie przesłanych dokumentów okazało się, że bez zgody “cioci” nic nie zrobimy. Działka wymagała, podziału i była obciążona dożywociem. W sytuacji braku zgody “cioci” jedyna droga do sprzedaży prowadziła przez sąd. Trzeba było działkę, podzielić, z wydzielonej części wykreślić za zgodą sądu służebność, ale trzeba też było walczyć z ciocią, która poza wulgaryzmami krzyczała, że darowiznę odwoła. 

Samo cofnięcie darowizny nawet po wielu latach, choć jest dość trudne do przeprowadzenia to jest możliwe. Trzeba jednak przed sądem udowodnić rażącą niewdzięczność obdarowanego.

Nie wiem, czy sąd by się przychylił do ewentualnego wniosku “cioci”, ani jak długo by taka sprawa sądowa trwała. Pan Jacek postanowił posłuchać cioci i poczekać na wykrzyczane przez starszą panią “po moim trupie”, a ja od pamiętnego spotkania nie umawiam terminu podpisania umowy pośrednictwa dopóki nie przejrzę dokumentów.  

Advertisement
Advertisement

Artykuły, które mogą Cię zainteresować

SmartHome oczami dzieci - wymarzony pokój

O jakim pokoju marzą dzieci? Przyjrzymy się bliżej inteligentnemu oświetleniu i sprawdzimy jak dzieci same zmieniają pokój w krainę marzeń. SmartHome w Komputroniku. http://Komputronik-SmartHome

Advertisement