Kiedyś był Burdż Chalifa, teraz jest Bałtyk [W gościach]

Choć porzucił Warszawę dla Dubaju, w ostatecznym rozrachunku postawił na Gdańsk. Nam Michał Lis opowiada o tym, jak się żyje przy 60-stopniach C, na czym polegają dyskretne przechwałki Emiratczyków i dlaczego w ich kraju lepiej nie mówić o polityce.

Cała rodzina w Dubaju

Fot. Archiwum prywatne Michała Lisa

Karolina Polacka: Gdybyśmy rozmawiali pół roku temu, gdzieś za plecami miałbyś Burdż Chalifa. Dziś jest to polskie morze…

Michał Lis: Właśnie tak. W czerwcu wróciliśmy do Polski po pięciu latach spędzonych w Dubaju. Osiedliśmy w Gdańsku. Udało nam się właśnie kupić mieszkanie, które na razie jest w budowie, ale mamy nadzieję, że za rok o tej porze będziemy mogli się do niego wprowadzić.

Co Cię zaprowadziło do Zjednoczonych Emiratów Arabskich?

To był trochę zbieg okoliczności. Byłem akurat na etapie zmiany pracy, gdy dostałem propozycję z Dubaju. Potrzebowali specjalisty z doświadczeniem do funkcji sprzedażowo-technicznej w branży kolejowej. Pamiętam, że akurat był listopad, taki depresyjny czas, zaczynało brakować słońca. Dubaj był świetną perspektywą, a my nie mieliśmy na tamtym etapie życia niczego do stracenia. Wraz z żoną i dwuletnią córeczką mieszkaliśmy w Warszawie, w niewielkiej kawalerce, jeszcze z czasów moich studiów. Myśleliśmy o większym mieszkaniu, dlatego zmiany i tak by nastąpiły. Chwilę się zastanowiliśmy nad perspektywą wyjazdu i żona powiedziała: „ok, to gdzie jest nasza walizka?” (śmiech).

Kraje arabskie kojarzą się z surowym prawem, podporządkowaniem kobiet mężczyznom, zakazem picia alkoholu. Czy Europejczykowi łatwo odnaleźć się w takim miejscu?

Zjednoczone Emiraty Arabskie są – jak na kraje arabskie - mocno liberalne i otwarte na inne kultury. Zdecydowaną większość mieszkańców stanowią obywatele Azji, zwłaszcza Filipin, Pakistanu, Bangladeszu, Nepalu czy Indii. Także imigrantów z Ameryki, Europy Zachodniej i Australii jest więcej niż rdzennych Emiratczyków. Mieszkając w Dubaju dużo podróżowałem służbowo po krajach Zatoki Perskiej i np. Arabia Saudyjska bardziej odpowiada stereotypom, jest restrykcyjna od strony religijnej. Choć w tamtym czasie otworzyła się nieco na nowości, bo np. uruchomiono pierwsze w kraju kino czy też kobiety otrzymały możliwość zrobienia prawa jazdy. To był przełom. Nawet miałem raz okazję jechać Uberem, którego kierowcą była kobieta.

Pustynia Liwa

Fot. Archiwum prywatne Michała Lisa

A jak jest z tym alkoholem? Dozwolony - niedozwolony?

W emiracie Dubaj jest coś takiego jak licencja na alkohol, którą - za drobną roczną opłatą - może otrzymać każdy rezydent, który nie jest muzułmaninem. Licencję musi potwierdzić pracodawca i wyznaczyć miesięczny limit, jaki możemy przeznaczyć na alkohol. Taka karta jest ważna rok. Są sklepy, dość dyskretnie ulokowane, w których – po okazaniu licencji - można kupić alkohol. Jest on dostępny także w barach, hotelach czy w lotniskowej strefie bezcłowej. Dodam również, że każdy emirat ma swoje regulacje w tej kwestii – od całkowitej prohibicji (np. Szardża, tzw. „Dry Emirate”) do braku jakichkolwiek restrykcji (np. Ras al-Chajma – emirat skoncetrowany w dużej mierze na turystyce). W 2020 roku w Dubaju wprowadzono również 30-dniową „licencję” dla turystów.

A ubiór?

Kobiety noszą tradycyjne stroje, jednak w wielu przypadkach są one szyte przez światowej sławy projektantów. Gdy się bliżej przyjrzy to można dostrzec detale ubioru, które podnoszą prestiż - najlepsze buty, zegarki, okulary, pierścionki. To taka dyskretna przechwałka. Podobnie jest u mężczyzn. Jeśli chodzi o inne kultury, to każdy może się ubierać jak mu się podoba, o ile nie sieje tym zgorszenia. Minispódniczki czy dekolty np. w galeriach handlowych nie są mile widziane. Ochroniarze potrafią podejść i delikatnie poprosić o odzianie się. Choć tolerancja dla obcokrajowców jest spora, to jednak trzeba pamiętać, że zawsze nadrzędną rolę odgrywać będzie prawo szariatu. Jeśli więc ktoś zrobi coś złego, musi liczyć się z tym, że będzie rozliczany wedle tamtejszych, bardzo surowych zasad.

Jako ciekawostkę dodam, że w Zjednoczonych Emiratach Arabskich nie ma prawa ziemi. Emiratczycy bardzo tego pilnują, trzymając rdzeń państwa dla siebie. Nasz syn ma narodowość polską, choć urodził się w Dubaju.

A córka w Warszawie, prawda? Możemy pokusić się o porównanie tych dwóch systemów zdrowotnych?

W naszym odczuciu różnica jest ogromna, na korzyść Emiratów. Tamtejsza służba zdrowia w większości jest prywatna, jednak pracodawca musi zapewnić pracownikom odpowiednie ubezpieczenie medyczne. Szpitale mają bardzo wysoki standard, a lekarzom stawiane są bardzo duże wymagania. Z narodzinami synka poszło bardzo sprawnie, o g. 14 zaparkowaliśmy pod szpitalem, a o g. 16 mieliśmy już synka na rękach. Do naszej dyspozycji był pokój z łazienką, dwie pielęgniarki, które cały czas się zmieniały. Żartowaliśmy nawet, że żonę coś jeszcze pobolewa i może moglibyśmy zostać w szpitalu chociaż jeden dzień dłużej (śmiech).

Maja w Dubaju

Fot. Archiwum prywatne Michała Lisa

Jak Emiratczycy zapatrują się na Polaków? Wiedzą kto to Lewandowski albo Wałęsa?

Lewandowski na pewno tak, ale czy Wałęsa – nie jestem pewien. Ogólnie, w Zjednoczonych Emiratach Arabskich lepiej publicznie nie wypowiadać się na tematy polityczne, zwłaszcza gdy ma się niezbyt popularne poglądy. Surowo karane jest też oczernianie, np. w internecie.

A jak się mieszka w Dubaju – na swoim czy w wynajmowanym?

W Dubaju ekspaci przeważnie wynajmują mieszkania bądź ville (domki, najczęściej w formie segmentów), a czynsz najczęściej opłaca się za cały rok z góry. W większości przypadków można też liczyć w tej kwestii na wsparcie finansowe pracodawcy, w ramach tzw. dodatku na mieszkanie.

Same nieruchomości są spore. My na początku wynajmowaliśmy mieszkanie na 39. piętrze Dubai Marina z widokiem na zatokę. Miało około 100 mkw., dwie sypialnie, salon, kuchnię, dwie łazienki, wc, schowek i balkon. Wynajem takiego lokum to około 150 tys. zł rocznie plus rachunki. Gdy urodził się nasz syn, przenieśliśmy się do mieszkania około 140 – metrowego z trzema sypialniami. Okolica była bardziej zielona, przyjazna rodzicom z dziećmi.

Większość rodzin wynajmuje tu jednak domy szeregowe i pewnie też byśmy zdecydowali się na takie rozwiązanie, jednak po trzech i pół roku w Dubaju, wiedzieliśmy, że będziemy wracali do Polski, ponieważ moja firma otworzyła oddział w Trójmieście.

Jeśli ktoś wie, że zwiąże się z Emiratami na dłużej, może oczywiście zdecydować się na zakup nieruchomości, jednak gdybyśmy my zrobili to w 2015 r., na pewno teraz bylibyśmy stratni. Już rok po naszym przyjeździe, doszło do poważnego kryzysu, a ceny ropy naftowej spadły z ponad stu dolarów do nieco ponad dwudziestu za baryłkę. Cztery lata później przyszedł koronawirus i kolejne spowolnienie. W efekcie, od 2015 r. ceny mieszkań spadły o około 30 do nawet 50 proc.

Co Ci się najbardziej podobało w Dubaju, a co Ci najmocniej przeszkadzało?

Najbardziej mnie urzekła pogoda między listopadem, a kwietniem, za to najbardziej mi doskwierała pogoda miedzy czerwcem, a sierpniem (śmiech), gdy temperatura w słońcu osiąga 50-60 stopni Celsjusza. Jeśli dodatkowo jest sucho, po wystawieniu głowy z samochodu, ma się wrażenie, jakby się ją włożyło do rozgrzanego piekarnika. Jeszcze gorzej jest, gdy temperatura wynosi 30-40 stopni Celsjusza, a wilgotność 100 procent. Wtedy dojście do samochodu to spory wysiłek. Człowiek czuje się jak w saunie parowej. Zima to był ten czas, kiedy można korzystać z uroków mieszkania w ciepłym miejscu oraz wtedy odwiedzali nas rodzina i znajomi, aby uciec przed polskim zimnem. To zdecydowanie był nasz ulubiony okres.

Trochę zimy, trochę lata

Fot. Archiwum prywatne Michała Lisa

Pięć lat to jednak kawałek czasu, zdążyliście przemierzyć kraj wzdłuż i wszerz?

W pierwszym etapie odkrywaliśmy samo miasto – a więc najbardziej popularne miejsca, typu Burdż Chalifa, Stare Miasto (Deira), Wielki Meczet Szejka Zajida w Abu Zabi i inne popularne turystyczne miejsca. Najczęściej robiliśmy to wtedy, gdy przylatywali do nas rodzina lub znajomi. Kilka lat później, już tylko podwoziliśmy swoich gości w dane miejsce, żeby nie oglądać go po raz enty. Potem zaczęliśmy zwiedzać kraj – góry na północy czy pustynię Liwa, gdzie piasek jest momentami tak czerwony, że można się poczuć jak na innej planecie Robi to bardzo duże wrażenie. W jeszcze kolejnym etapie ruszyliśmy samochodem zobaczyć okoliczne kraje, np. Oman. Dubaj to także dobra baza wypadowa do krajów azjatyckich. Nam udało się dotrzeć tylko na Sri Lankę, ponieważ dzieci były małe i zależało nam na możliwie najkrótszym locie. Natomiast Azja Wschodnia czy kraje Afryki są dużo lepiej dostępne pod względem logistycznym, gdyż odpada około sześciogodzinny lot z Polski.

Michał z żoną na wycieczce

Fot. Archiwum prywatne Michała Lisa

Gdyby okazja takiego wyjazdu nadarzyła się jeszcze raz, skorzystalibyście z niej?

Na pewno nie żałujemy decyzji, jaką podjęliśmy w 2015 roku. Ale teraz jesteśmy na innym etapie życia. Swoją przyszłość wiążemy z Polską, a konkretnie z Trójmiastem, bo choć wyjeżdżaliśmy z Warszawy, to wróciliśmy do Gdańska. Ja pracuję nadal w tej samej firmie. Żona także bardzo szybko znalazła zatrudnienie, a doświadczenie, zdobyte w Dubaju dodatkowo jej w tym pomogło. Największą odczuwalną zmianą jest pogoda, aczkolwiek przy dużym mrozie zawsze można się bardziej ubrać, a przy 50 stopniach Celsjusza ciężko się bardziej rozebrać... Obydwa miasta leżą nad morzem, jesteśmy zachwyceni tutejszą przyrodą, ludźmi i ich pogodnym nastawieniem. Dobrze być z powrotem w ojczystym kraju!

Michał już w Polsce

Fot. Archiwum prywatne Michała Lisa

Artykuły, które mogą Cię zainteresować