Pieniądze na fotowoltaikę dają różne instytucje. Wystarczy się rozejrzeć, aby znaleźć jakieś wsparcie dla siebie

Na polskich dachach błyskawicznie przybywa ogniw fotowoltaicznych. To efekt mody na ekologię, ale także dotacji, które na odnawialne źródła energii można uzyskać ze źródeł rządowych i samorządowych


O czym przeczytasz?

Panele zapewnią energię dla domu

Nad naszymi głowami trwa rewolucja. Chodzi o ogniwa fotowoltaiczne, produkujące prąd ze słońca, których błyskawicznie przybywa na dachach polskich domów. Według danych PSE, na początku października moc zainstalowana fotowoltaiki w Polsce wyniosła ponad 2,68 GW. Rok temu, na początku października, było to nieco ponad 1 GW.

Dla porównania największy w Polsce blok energetyczny, działający w Elektrowni Kozienice, który jest opalany węglem, ma moc 1,075 GW. Budowano go przez 5 lat, został oddany do użytku w grudniu 2017 roku, zaś kosztował ponad 6,4 mld zł. Czyli w rok w Polsce pojawiły się instalacje solarne o mocy większej od największego polskiego bloku energetycznego. I większość z tych ogniw fotowoltaicznych została umieszczona na dachach polskich domów.

I to na pewno nie koniec, bo coraz więcej osób chce skorzystać z energetyki słonecznej i zapewnić sobie czysty prąd. Cześć z nich już zaczęła inwestycje, część dopiero zastanawia się, jak ją przeprowadzić.

Od czego zacząć?

Pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, jest oszacowanie, jakie jest nasze zapotrzebowanie na energię elektryczną. Od tego bowiem zależy to, ile trzeba będzie wydać na panele fotowoltaiczne i jakie będzie oznaczać to koszty.

Z danych GUS wynika, że w 2018 roku przeciętne zużycie prądu przez gospodarstwo domowe wynosiło 2 tys. kWh. To zaś oznacza, że musimy zakupić instalację fotowoltaiczną, która rocznie pokryje nam nasze zapotrzebowanie na prąd i dostarczy tyle energii.

Przyjmuj się, że w polsich warunkach instalacja fotowoltaiczna o mocy 1KW jest w stanie wyprodukować w polskich warunkach 1 tys. kWh energii. To oznaczałoby, że dla pokrycia zapotrzebowania na prąd przeciętnego gospodarstwa domowego wystarczyłaby instalacja słoneczna o mocy 2 kW.

Trzeba to policzyć indywidualnie

Faktycznie jednak dla gospodarstwa domowego zużywającego 2 tys. kWh konieczna jest instalacja o większej mocy.

Po pierwsze – chodzi o kwestię rozliczeń z zakładem energetycznym. Zwykle jest tak, że kiedy świeci słońce i panele działają dobrze, produkują one więcej energii niż potrzebujemy, toteż nadwyżka przekazywana jest do sieci. Kiedy zachodzi słońce i zapada zmierzch, zaczynamy tę przekazaną energię odbierać. Tyle że odbieramy jej mniej niż przekazaliśmy o 20 proc. I tę różnicę trzeba wziąć pod uwagę przy planowaniu instalacji.

Po drugie - to, ile energii elektrycznej uzyskamy z naszej instalacji, zależy od kilku czynników. Na przykład od tego, gdzie stoi nasz dom. Niektóre regiony w Polsce cieszą się większą liczbą dni słonecznych niż inne, a w przypadku fotowoltaiki – słońce to pieniądz. Znaczenie mają takie rzeczy jak to, czy nasz dach jest ulokowany na osi wschód-zachód (czyli nie ma odpowiednio dużej płaszczyzny od strony południowej), czy też na osi północ-południe (co daje odpowiednio dużo miejsca na ułożenie paneli po stronie południowej), a także jego nachylenie.

No i wreszcie pamiętajmy, że przeciętne zużycie na poziomie 2 tys. kWh energii nie oznacza, że tyle właśnie zużywamy prądu w naszym domu. To trzeba wyliczyć samemu na podstawie faktur za energię elektryczną.

Bez specjalisty się nie obejdzie

Po wstępnej próbie oszacowania wielkości instalacji fotowoltaicznej, jakiej będziemy potrzebować, powinniśmy poszukać specjalisty, który nam pomoże w dokładnych wyliczeniach. Oczywiście, najlepiej jest mieć zaufanego specjalistę, ale na szczęście na rynku jest wiele firm, które chętnie podejmą się oszacowania wielkości instalacji. Zwykle wstępne szacunki robione są za darmo, więc jeśli możemy zapytać kilka firm o to, jakiej elektrowni słonecznej będziemy potrzebować, zróbmy to. Dzięki temu dowiemy się, czy szacunki mniej więcej się zgadzają i jakie są ceny na rynku.

Cena, jaką zapłacimy za instalację, zależeć będzie od tego, czy panele ułożymy na dachu, czy też na specjalnym rusztowaniu, od ich liczby, a także od elementów, jakie zechcemy do instalacji włączyć (możemy np. zdecydować się na zakup akumulatora, aby samemu magazynować nadwyżki energii, ale to wyraźnie zwiększa koszt). Jednak każdy, kto zdecyduje się na zakup i montaż instalacji słonecznej, musi się liczyć z wydatkiem ok. 20-30 tys. zł.

W sfinansowaniu inwestycji pomoże „Mój prąd”

To jest jedno z podstawowych pytań, jakie zadaje sobie każdy, kto chce mieć elektrownię na dachu. Odpowiedź zaś jest prosta – trzeba ich poszukać.

Najbardziej znanym źródłem pieniędzy może być rządowy program „Mój prąd”. W jego ramach można uzyskać dotację, której wartość nie przekracza 50 proc. kosztów inwestycji, ale nie większą niż 5 tys. zł. Przy czym dotacja wypłacana jest już po realizacji całej inwestycji, a więc trzeba wcześniej jednak znaleźć te 20-30 tys. zł.

Warto dodać, że 5 tys. zł dotacji w ramach programu „Mój prąd” to niejedyne wsparcie, jakie można dostać. Resztę wydatków na instalację fotowoltaiczną, której nie pokryje dotacja (czyli mowa o 15-25 tys. zł), można odpisać od dochodu przy najbliższym rozliczeniu podatkowym. To daje dodatkowe 2,7-4,5 tys. wsparcia, czyli razem – przy naszym przykładzie – można dostać dzięki fotowoltaice z programu Mój Prąd między 7,7 a 9,5 tys. zł.

Oczywiście, jeśli ktoś wyda więcej, będzie mógł odpisać większą kwotę. Maksymalna moc instalacji, na jaką można dostać wsparcie, to 10 kW, a maksymalna wartość odpisu – to 53 tys. zł. Ale trzeba pamiętać, że ulga termomodernizacyjna ma szerszy zakres niż tylko wydatki na fotowoltaikę.

Jedna uwaga - obecnie pojawiają się sygnały, że pieniądze zarezerwowane w na program "Mój prąd" kończą się. Nie wiadomo więc, do kiedy jeszcze można liczyć na dofinansowanie i czy w przyszłości ten program będzie kontynuowany, czy też pojawi się coś nowego. Ci, którzy liczyli na te 5 tys. zł, ale jeszcze nie zaczęli inwestować, powinni śledzić informacje o tym, co dalej będzie ze wsparciem dla fotowoltaiki w ramach "Mojego prądu".

„Czyste powietrze” także daje szanse na dotację

Innym źródłem środków może być kolejny rządowy program, czyli „Czyste powietrze”. Jego zakres jest znacznie szerszy, obejmuje on przede wszystkim wsparcie przy modernizacji źródeł ciepła np. wymianie starych kotłów na nowe, o lepszych parametrach, lub zastąpienie ich innymi źródłami energii, np. pompą ciepła. Dotację także można dostać na ocieplenie budynku.

Kwoty dotacji do wzięcia z tego programu robią wrażenie – maksymalna wartość dotacji to nawet 25 tys. zł. Chyba, że chcemy także zainstalować sobie panele fotowoltaiczne – wtedy możemy dostać nawet 30 tys. zł.

I tak właśnie jest skonstruowana część fotowoltaiczna programu „Czyste powietrze”. Przykładowo jeśli chcemy wymienić kocioł, to dostaniemy określoną kwotę, a jeśli dodatkowo zainstalujemy fotowoltaikę – dostaniemy o 5 tys. zł więcej. Kwota dodatkowa za instalację fotowoltaiczną jest identyczna jak w przypadku programu „Mój prąd”, bo oba programy zostały połączone.

O ile jednak z programu „Mój prąd” może skorzystać każdy, to dotacje w ramach programu „Czyste powietrze” otrzyma właściciel lub współwłaściciel budynku mieszkalnego jednorodzinnego o dochodzie rocznym nieprzekraczającym kwoty 100 000 zł.

Warszawa daje do 15 tys. zł

Te dwa rządowe programy wcale nie wyczerpują wszystkich źródeł dofinansowania, jakie są dostępne dla zainteresowanych fotowoltaiką. Jednak potrzeba nieco wysiłku, aby dotrzeć do innych. Przede wszystkim trzeba poszukać informacji o tym, czy miasto lub gmina, w której mieszkamy, nie jest skłonna dołożyć nam do budowy paneli fotowoltaicznych. Nie wszystkie samorządy mają ofertę dotacji, ale wiele jednak inwestuje w zieloną energię.

Przykładem może być Warszawa. Oferuje ona swoim mieszkańcom dotacje na wymianę pieców na ekologiczne, ale także można wziąć dofinansowanie na zakup instalacji produkujących energię elektryczną, w tym fotowoltaicznych.

Maksymalna kwota do uzyskania to aż 15 tys. zł. Tyle że takie środki może dostać ktoś, to zbuduje na dachu istny kompleks fotowoltaiczny o mocy 10 kW. Warszawa bowiem oferuje dofinansowanie w wysokości 1,5 tys. zł na 1 kW mocy. Jeśli więc ktoś będzie chciał zamontować instalację o mocy 4kW, to może liczyć na 6 tys. zł pomocy.

Kraków też rozdziela dotacje

Podobne kwoty oferował swoim mieszkańcom Kraków. Oferował, bo nabór wniosków rozpoczął się i skończył w lecie, teraz są rozdzielane pieniądze, ale zapewne w przyszłym roku można będzie znowu spróbować powalczyć o dotację.

Podstawową zasadą jest, że w przypadku instalacji fotowoltaicznych można ubiegać się  o zwrot kosztów kwalifikowanych dla instalacji o wartości nieprzekraczających 25 tys. zł. Przy czym miasto zwraca tylko do 60 proc. kosztów kwalifikowanych, a więc maksymalnie 15 tys. zł. To jednak jest całkiem spora kwota.

Fundusze i banki oferują pożyczki

W poszukiwaniu pieniędzy warto także zajrzeć na strony regionalnych funduszy ochrony środowiska. Programy „Mój prąd” oraz „Czyste powietrze” to w dużej mierze efekt unifikacji różnych mniejszych programów prowadzonych przez wojewódzkie fundusze, toteż wiele z nich zrezygnowało ze swoich własnych rozwiązań. Jednak jest szansa, że uda się znaleźć np. preferencyjną pożyczkę na fotowoltaikę.

Kredyty na instalacje fotowoltaiczne oferują także banki. Ale trzeba dokładnie się przyglądać ich ofertom, bo zdarza się,  że ekologiczne kredyty są bardzo drogie. Warto więc sprawdzić ceny kredytów w kilku bankach.

Są pieniądze i co dalej?

Jeśli są pieniądze, to oczywiście można już inwestować w fotowoltaikę. Konieczny będzie projekt instalacji fotowoltaicznej, trzeba będzie oczywiście kupić odpowiednie urządzenia, no i wszystko to zmontować.

Obecnie są firmy, które zajmują się całościowo inwestycją w panele fotowoltaiczne, więc nie trzeba się kłopotać poszukiwaniem projektantów, zakupami i wyborem monterów.

Jednak żeby już cały zamontowany na naszym dachu system mógł już działać prawidłowo, konieczny będzie jeszcze wniosek o przyłączenie naszej mikroinstalacji do sieci, złożony do naszego dystrybutora prądu. To także może zrobić firma, która nam wykona cały system, ale ważne jest, abyśmy o sprawie pamiętali.

To właśnie realizacja tego wniosku, czyli podłączenie do sieci i założenie odpowiedniego licznika prądu, który będzie liczył nie tylko energię sprzedawaną nam, ale i tę, który my będziemy sprzedawać, uprawnia o staranie się o dotację w ramach programu „Mój prąd”. Jeśli takiego licznika nie dostaniemy, to być może będziemy się cieszyć zieloną i tanią energią, ale nie dostaniemy 5 tys. zł w prezencie od rządu.

Artykuły, które mogą Cię zainteresować