Miał być domek rekreacyjny, jest... Karmnik

Trzy przedsiębiorcze założycielki robią Warszawiakom sensowne zakupy spożywcze i dostarczają je pod drzwi. Zobacz, co jeszcze mają w planach.


O czym przeczytasz?

Zdrowe zakupy z Karmnika

Jeszcze do niedawna Kasia koncentrowała się wyłącznie na pracy w branżach: wydawniczej i doradczej. Wybuch pandemii COVID-19 nieco namieszał w jej życiu. Wraz z dwiema przyjaciółkami założyła klub zakupowy o wdzięcznej nazwie „Karmnik”, dając Warszawiakom dostęp do świeżych, zdrowych i - co najważniejsze – sprawdzonych produktów.

Pandemia tchnęła życie w gospodarstwo rolne

14 lat temu Kasia kupiła w Węgrowie na Mazowszu duże gospodarstwo rolne z domem.

- Teren zajmował aż 7,5 hektara i miał pełnić funkcję rekreacyjno-wypoczynkową. I tak też było przez cały ten czas. Aż do tegorocznej wiosny – mówi Kasia.

Wybuch pandemii COVID-19 i upowszechnienie pracy zdalnej spowodowały, że wraz z rodziną przeniosła się tymczasowo na prowincję.

- To był okres, w którym często odwiedzali nas znajomi z Warszawy, pojawiały się też prośby o załatwienie - a to jajek od kur wiejskich, a to grzybów. Zapotrzebowanie na takie produkty było i jest bardzo duże. Warszawiacy szukają zdrowej żywności z zaufanych źródeł – mówi  Kasia.

Postanowiła ułatwić im ten dostęp, rozwijając przy tym kolejny biznes.

- W kwietniu poszłam na długi spacer z psem i zaczęłam myśleć, że skoro mamy gospodarstwo rolne, to może warto byłoby je jakoś spożytkować. To był moment, w którym narodził się pomysł na Karmnik, a więc klub zakupowy, którego działalność polega w skrócie  na tym, że robimy Warszawiakom porządne, zdrowe zakupy i dostarczamy je pod drzwi – mówi Kasia.

Trzy kobiety, które nie boją się wyzwań 

W przedsięwzięcie zaangażowały się także jej dwie przyjaciółki. Przez ostatnich kilka miesięcy panie objechały wspólnie wiele wsi, głównie na Mazowszu wschodnim i Podlasiu, w dolinach Bugu i Liwca, szukając gospodarstw, które wytwarzają dobrą, naturalną i zdrową żywność.

- Przetestowałyśmy ponad 100 z nich i wybrałyśmy do tej pory 30 rolników, hodowców i przetwórców, od których co tydzień odbieramy zamówienia klientów i wozimy je do Warszawy. Na bieżąco pojawiają się też nowi dostawcy. Są to najczęściej pasjonaci z dużą wiedzą, energią i pomysłami – opowiada Kasia. 

Karmnik co tydzień wypuszcza nowy katalog. W każdym z nich aż roi się od rarytasów, są tu np. miody, wytwarzane przez pszczelarza, podtrzymującego tradycję rodzinną od pięciu pokoleń, czy też kiszonki bez grama sztucznych składników albo mleko prosto od krowy. Oferta jest sezonowa i lokalna, bo idea Karmnika to jedzenie zgodne z cyklem przyrody i skrócony łańcuch dostaw. 

Jest klub zakupowy. Będzie sklep internetowy i marka własna 

Choć Karmnik jest bardzo młodą inicjatywą, założycielki idą jak burza.

Już niedługo będą mogły się pochwalić marką własną, którą zostaną objęte przetwory, soki i konfitury, wytwarzane w węgrowskim siedlisku, m.in. z produktów, dostępnych w tutejszym sadzie. Latem smakołyki będą powstawały w kuchni letniej, utworzonej w miejscu dawnego kurnika.

Na początku 2021 r. ruszy także sklep internetowy Karmnika.

- Do kilkudziesięciu zamówień wystarcza Excel. Do większej liczby potrzebny jest sklep internetowy. Jeszcze kilka miesięcy temu z oferty Karmnika korzystali głównie nasi znajomi, teraz grupa klientów jest już znacznie większa. Sklep jest w fazie testów, dla klientów będzie udostępniony w styczniu nadchodzącego roku – mówi Kasia.

Do pierwszych sukcesów Karmnika przyczyniła się z pewnością dobrze zaplanowana logistyka, ale też podział obowiązków.

- Ja odpowiadam za biznes: sprawy formalne i prawne, księgowość i podatki, Magda - za pozyskiwanie nowych klientów, marketing i PR, a Anka – za jakość i ofertę. Na razie jesteśmy we trzy, korzystamy z pomocy naszych rodzin. To cyferki mówią nam, kiedy możemy kogoś zatrudnić. Nie jest to jeszcze ten moment, dlatego same zajmujemy się też dowozem zakupów. Jest on bezpłatny w przypadków zamówień powyżej 250 zł. Jeśli ich wartość jest niższa, produkty można odbierać w trzech wyznaczonych punktach w Warszawie. Minimalna kwota zamówienia to 100 zł – tłumaczy Kasia.

Jak dodaje, COVID-19 ograniczył zapotrzebowanie na ubrania i kosmetyki, zwiększył natomiast popyt na remonty i gotowanie.

- Na to nałożyło się myślenie o lokalności, ekologii, zero waste. Silnie wpisałyśmy się w te trendy. W Karmniku  działamy odpowiedzialnie, staramy się odbierać od klientów opakowania, interesować ich zdrowym jedzeniem oraz jego pochodzeniem – mówi Kasia.

To praca, która poprawia samopoczucie 

Zapytana o to, czym jest dla niej Karmnik, odpowiada, że to biznes, który traktuje na równi z działalnością wydawniczą i doradczą. Ale to biznes, w którym od razu można dobrze się czuć, bo robi się po prostu sensowne rzeczy.

- Świetnie się patrzy, jak założenia z Excela się urzeczywistniają, jak buduje się wartość marży i koszyka, rośnie liczba klientów. Nie przeniosłyśmy się na stałe na prowincję, mieszkamy w Warszawie. Ze względu na Karmnik kursujemy między stolicą a Węgrowem, ale wszystko jest do zrobienia – sumuje Kasia.

Artykuły, które mogą Cię zainteresować