O tym, jak Porto i ośmiornica zmieniły moje życie [W gościach]

Kiedyś musiała się zadowolić pokojem bez okna, dziś ma trzy mieszkania w Portugalii i robi to, co kocha całym sercem. Życie Doroty Woickiej to niezwykła historia, pełna szczerości, humoru i ogromnej pasji.

Dorota Woicka w Porto

Karolina Polacka: Jest mi szczegundefinedlnie miło z Tobą rozmawiać, bo sama mieszkałam kiedyś w Portugalii i moim zdaniem to raj na ziemi. Bardzo zazdroszczę! Jak trafiłaś do Porto?

Dorota Woicka: To dłuższa historia. Ogundefinedlnie bardzo szybko dałam z domu nogę. Gdy miałam 16 lat, pojechałam na rok do USA. Po powrocie zaczęłam studiować w Polsce hispanistykę, jednak po drugim roku stwierdziłam, że biorę dziekankę i wyprowadzam się do Meksyku. Spędziłam tam rok. Było pięknie, ale trochę za daleko dla moich rodzicundefinedw. Gdy zmarnowani ośmiogodzinną podrundefinedżą wysiedli z samolotu powiedzieli: undefinedcundefinedrko, nigdy więcejundefined.

Wrundefinedciłam do Polski, jednak czułam, że trochę się nudzę, zaczęłam więc studiować drugi kierunek: portugalistykę. Aby poduczyć się języka i zobaczyć na własne oczy to, o czym słucham na zajęciach, wybraliśmy się ze znajomym do Portugalii.

Zwiedziliśmy Faro, a potem autostopem dojechaliśmy do Lizbony. Byliśmy studentami i nie zawsze mieliśmy pieniądze. Zdarzało się, że sypialiśmy na ulicach, czasami w hostelu, żeby się umyć. Obserwowaliśmy jak bezdomni zbierają kartony do spania oraz gazety, aby wepchnąć je pod ubrania, dla dodatkowej izolacji, i też to robiliśmy. Było mega zimno, a nie wpadliśmy na to, żeby wziąć z Polski śpiwory.

Portugalskie miasta były ładne, ale brakowało poczucia, że to to. Kiedy natomiast przejechaliśmy przez most w Porto i zobaczyłam taflę oceanu, maleńką wioskę rybacką, kolorowe kamieniczki i czerwone daszki to chciałam powiedzieć do kierowcy: undefinedniech się pan zatrzyma, ja chcę tu wysiąśćundefined.

Miłość od pierwszego wejrzenia?

Z pewnością! Gdy wrundefinedciliśmy z tej podrundefinedży wiedziałam, że muszę zrobić wszystko, by przyjechać do Porto na dłużej. Mundefinedj uniwersytet nie miał niestety podpisanej umowy z tamtejszymi uczelniami, ktundefinedra umożliwiłaby mi wyjazd na Erasmusa. Znalazłam jednak coś takiego jak Erasmus Free Mover. Program pozwalał studiować za darmo na wybranej uczelni, ale nie otrzymywało się stypendium. Uparłam się, że pojadę, bo mam przecież oszczędności. Gdy jednak wymieniłam swoje złotundefinedwki na euro, okazało się, że tak naprawdę nie mam prawie nic (śmiech).

Zamieszkałam w pokoju bez okna, jak najbiedniejsi studenci. To była nora kreta, ktundefinedrej nie dało się wywietrzyć ani doświetlić. W ogundefinedle nie mogłam się tam wybudzić, bo cały czas miałam wrażenie, że jest noc. Pokundefinedj kosztował jednak niewiele, a to był czas, każde euro oglądałam z dwundefinedch stron. Pamiętam, że miałam kiedyś odebrać koleżankę z lotniska, a za bilet autobusowy trzeba było zapłacić 1,80 euro. Pomyślałam, wtedy: muszę jechać na gapę, bo to 18 kajzerek (śmiech).

Potem udało mi się załapać na normalnego Erasmusa na Maderze. Otrzymywałam już wtedy stypendium. Spędziłam tam pundefinedł roku.

Do Polski wrundefinedciłam tylko na chwilę, by pozamykać, to co pootwierane undefined zdobyłam magistra z hispanistyki i licencjat z portugalistyki. I już wtedy mogłam wyjechać do Porto na dobre. Mieszkam tu od ponad 10 lat.

Stare Miasto w Porto

To ten prawdziwy, najważniejszy dom?

Tak, wystąpiłam o portugalskie obywatelstwo, bo można mieć dwa. Bardzo mi zależy na prawie do głosowania w Portugalii. Za każdym razem, gdy ustawia się kolejka do lokalu wyborczego, jest mi smutno, że nie mogę mieć wpływu na tutejszą politykę.

Wyjechałaś w dość trudnym okresie dla Portugalii, nie obawiałaś się, że coś może nie wyjść?

Byłam bardzo zdeterminowana, bo nie wyobrażałam sobie życia w innym miejscu, ale rzeczywiście kryzys lat 2009/2010 bardzo mocno dał się Portugalii we znaki. W 2010 r. undefined kiedy ja się tu przeniosłam - z kraju wyjechało 130 tys. młodych obywateli. Portugalczycy mundefinedwili: undefinedmy wyjeżdżamy, a ty przyjeżdżasz, dlaczego?undefined

Udało Ci się szybko znaleźć jakieś zajęcie?

Dosyć długo chodziłam do biblioteki - bo tam była darmowa gazeta - i wertowałam strony z ofertami pracy. Jako portugalistce i czy hiszpanistce z wykształcenia nie było mi łatwo znaleźć zatrudnienie w kraju, w ktundefinedrym wszyscy mundefinedwią po portugalsku, a wiele osundefinedb także po hiszpańsku. Był nawet taki moment, że pomyślałam: undefinedoj, kończą się oszczędności, jeśli czegoś nie znajdę, to będę musiała wrundefinedcić z podkulonym ogonemundefined.

Na szczęście w końcu się udało się i zostałam przewodnikiem po piwnicach Porto. Wystarczyło znać cztery języki, być zaradnym i uśmiechać się do turystundefinedw. W piwnicach pracowałam dwa lata. Pundefinedźniej undefined rundefinedwnież na dwa lata - trafiłam do portugalskiej korporacji. Miałam być reprezentantem produktundefinedw na rynek polski, ale najpierw musiałam przetłumaczyć na język polski stronę internetową firmy. Gdy zaczęłam to robić, okazało się, że tłumaczę tekst o odżywkach dla sportowcundefinedw. To były treści w stylu: jeśli chcesz, żeby Twoje mięśnie galopowały jak dzikie konie, to bierz ten czarny proszek...undefined Cierpiałam tam srodze, zwłaszcza, że siedziba firmy znajdowała się godzinę jazdy od Porto. Wyjeżdżałam przed 8, a wracałam po 19. To nie była moja bajka.

Dorota na degustacji win

Kiedy nastąpił zwrot akcji?

Może to śmiesznie zabrzmi, ale moje życie zmieniła pewna ośmiornica. Gdy pracowałam w korporacji, mieszkałam z dwiema koleżankami w małym domku babci Marii. Była naszą sąsiadką, a zarazem taką portugalską inkwizycją. Wynajmowała nam pokoje, ale sama miała klucz do naszego domu i pojawiała się w nim niemal codziennie. Babcia Maria sprytnie wysyłała też swojego męża, by patrolował ulicę. Gdy tylko we trzy wychodziłyśmy z domu, ona do niego wchodziła. Po powrocie znajdowałyśmy karteczki z wiadomościami w stylu: undefineddziewczynki, na umywalce znalazłam jednego włosaundefined albo undefineddziewczynki, ta ceramiczna figurka powinna stać na środku stołu, a Wy przesunęłyście ją w bokundefined. Mieszkałyśmy tam, bo było tanio. Ale w końcu jedna z dziewczyn zdecydowała, że wraca do Hiszpanii. Nie chciała zabierać ze sobą jedzenia, więc powiedziała, że to, co jej, teraz jest nasze. Bardzo się ucieszyłyśmy, bo miała najlepszą pracę, i jedzenie też najlepsze undefined Tagliatelle, niesamowite przyprawy. Zrobiłyśmy pożegnalne przyjęcie, popłakałyśmy się i odprowadziłyśmy ją do samochodu. Ale jak już otarłyśmy łzy, pobiegłyśmy od razu do kuchni, zobaczyć co tam jest. Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu, w zamrażarce była wielka, piękna ośmiornica. Dotychczas widziałyśmy takie tylko na talerzach turystundefinedw. Byłyśmy przeszczęśliwe. Stwierdziłyśmy, że zorganizujemy sobie kolację z prawdziwego zdarzenia. Znalazłyśmy przepis na tę ośmiornicę, założyłyśmy najlepsze kiecki, obcasy, zrobiłyśmy makijaż. Ale gdy zaczęłyśmy gotować sos, usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. To była babcia Maria. Pomyślałyśmy, że jeśli nie otworzymy, to może sama sobie pundefinedjdzie. Ale tak się nie stało. Otworzyła sobie drzwi i weszła do mieszkania. Gdy dotarła do kuchni, spojrzała dziwnie na nasze stroje i powiedziała: undefinedprzepraszam dziewczynki, że wam przeszkadzam, ale mąż miał urodziny, nie wszystko zmieściło mi się do lodundefinedwki i zostawiłam u Was ośmiornicę. Po nią przyszłamundefined. Wbiło nas w ziemię.

Do dziś mam przed oczami, jak ta Portugalka mierząca 150 cm w kapeluszu niesie nad głową tę wielką ośmiornicę. To wydarzenie przelało czarę goryczy. Śmieję się, że ta ośmiornica zmieniła moje życie.

Gdy moja wspundefinedłlokatorka powiedziała, że kończy jej się stypendium i wyjeżdża, to oczywiście mogłam zostać w tym mieszkaniu i być napastowana przez babcię Marię. Ale powiedziałam: nie. Zaryzykuję i wynajmę sama całe mieszkanie Nikt nie będzie miał do niego kluczy i to ja będę decydować, kto ze mną zamieszka.

Udało się to sprawnie załatwić?

Znalazłam fajne mieszkanie, ale żeby wynająć nieruchomość w Portugalii trzeba mieć żyranta. Zwrundefinedciłam się do mojego najlepszego przyjaciela, zaznaczając, że to wielka odpowiedzialność. Zgodził się. Dostałam klucz do trzypokojowego, całkiem pustego mieszkania przy ulicy Santa Catarina - najważniejszej ulicy handlowo-turystycznej w Porto.

Pojechałam do IKEI, kupiłam najtańsze mebelki, a potem wkrętarkę. Rozłożyłam instrukcje, z ktundefinedrych patrzyły na mnie uśmiechnięte twarzyczki, jakby chciały mnie przekonać, że to jest łatwe. Zaczęłam składać, a raczej prundefinedbować to robić. Skutek był taki, że po pięciu godzinach leżałam na podłodze i wyłam do księżyca. W końcu na tej podłodze zasnęłam.

Gdy się obudziłam, zadzwoniłam do jedynej osoby, ktundefinedra w tamtym momencie mogła mi pomundefinedc. Znajomy przyjechał, złożył meble iundefined do dziś jesteśmy razem.

Dwie dobre wiadomości za jednym razem! Nowy dom i miłość!

Tak, poza tym, wreszcie miałam okno (śmiech). Stopniowo w mieszkaniu pojawiało się coraz więcej mebli i sprzętundefinedw. Niedługo po mojej przeprowadzce, do Porto przyjechali moi rodzice. Gdy byłam w pracy, nie mundefinedwiąc ani słowa po portugalsku, załatwili mi lodundefinedwkę. Byli niemożliwi. Znaleźli sklep z używanymi meblami. Tata, wskazując na lodundefinedwkę, zapytał po polsku: undefinedileundefined? Portugalczyk najwidoczniej zrozumiał, bo napisał na blacie: undefined45undefined. Tata, chcąc sprawdzić czy sprzęt działa, zaczął pokazywać na kontakt. Portugalczyk podłączył i wszystko było w porządku. Tata wziął więc ołundefinedwek, skreślił undefined45undefined, napisał undefined35 plus transportundefined undefined oczywiście po polsku. Portugalczyk popatrzył na szefa, pokiwali głowami, wyglądało jakby chcieli adres. Rodzice zapisali. I w ten sposundefinedb, po godzinie przyjechała lodundefinedwka. Mama mi potem mundefinedwiła: undefinedmyliśmy to cztery godziny, na cztery ręce, ale jakby ten Portugalczyk wiedział, jaką perełkę nam sprzedałundefinedundefined (śmiech).

Widok na Porto

Miałaś całe mieszkanie dla siebie! Spełnienie marzeń!

Było duże undefined miało trzy pokoje i salon, dlatego stwierdziłam, że może zamknę salon i w nim zamieszkam, a pozostałe pomieszczenia wynajmę. Ktoś powiedział mi o Airbnb, ktundefinedre dopiero rozkręcało się w Portugalii. Chcieli trafić do jak największej liczby osundefinedb. Zamieściłam ofertę, ktundefinedra została bardzo dobrze przyjęta przez turystundefinedw.

Mieszkanie wynajmowało się na tyle dobrze, że wynajęłam dodatkowo dwa mini-domki, ktundefinedre rundefinedwnież zaczęłam podnajmować przyjezdnym, założyłam też na Facebooku stronę Noclegi w Porto.

Po sześciu latach życia Portugalii, trzech latach obecności na Airbnb, pracy na etacie i ostrego oszczędzania, udało mi się w końcu kupić coś własnego. Z tym też wiąże się ciekawa historia, bo undefined gdy przyjechałam do Porto - było to miasto duchundefinedw. Co drugi dom był opuszczony, a ceny nieruchomości były bardzo atrakcyjne. Kawalerkę w centrum miasta można było kupić za 35-40 tys. euro. Z czasem miasto zaczęło jednak wygrywać w rankingach najatrakcyjniejszych destynacji turystycznych. Nagrody zaczęły się sypać jedna po drugiej, co spowodowało wzrost cen nieruchomości o około 10 proc. rocznie. Poza tym, gdy do Porto zaczął latać Ryanair, burmistrz miasta zaczął płacić przewoźnikowi dwa euro za każdą głowę, przywiezioną do Porto. W pewnym momencie Ryanair był nawet zwolniony z opłat lotniskowych.

Klucze do własnego domu

Pierwsze mieszkanie było tym wymarzonym?

To były moje pierwsze metry kwadratowe miasta. Z balkonu miałam widok na rzekę Douro i piwnice Porto. Jednak był pewien haczyk - w ogłoszeniu napisano, że jest to mieszkanie, a w rzeczywistości było to biuro. Gdy architekt poszedł tam po raz pierwszy, powiedział, że za rok w tym miejscu będzie można zamieszkać, tymczasem pozwolenia zaczęły spływać dopieroundefined po sześciu latach. To część dzielnicy UNESCO undefined aby cokolwiek ruszyło, głundefinedwny archeolog musi najpierw sprawdzić, czy pod kamienicą nie ma przysłowiowych kości dinozaura. Co więcej, w latach 2017-2018 okazało się, że w takim starym Porto, w ktundefinedrym kiedyś nikt nie chciał inwestować, teraz inwestować chcieli wszyscy. Znalezienie firmy budowlanej undefined w rozsądnej cenie - było wręcz niemożliwe. W tej chwili w mieszkaniu trwa remont. Ma się zakończyć pod koniec kwietnia 2021 r., na maj mam natomiast zaplanowane pierwsze rezerwacje turystundefinedw.

Z czasem stałaś się jednak właścicielką większej liczby mieszkań. Jak Ci się to udało?

Zaczęłam dostawać pierwsze zlecenia od polskich biur podrundefinedży, oprowadzałam też kolejnych turystundefinedw indywidualnych, jednocześnie podnajmowałam pokoje w wynajmowanych mieszkaniach.

W ten sposundefinedb udało mi się uzbierać na kolejną nieruchomość ktundefinedrą kupiłam w 2019 r. Jest trochę w stylu vintage, z babcinymi kafelkami w łazience. Znajduje się w dzielnicy UNESCO, z balkonu widać czerwone dachy Porto i fragment rzeki. Z tego mieszkania już mogą korzystać turyści.

W Polsce przez bardzo dług czas miałam też mieszkanie po babci. Zastanawiałam się co z nim zrobić. Było wynajmowane, jednak z lokatorami mieliśmy niemiłe przejścia. Jedna z pań wyprowadziła się po tygodniu i dorobiła klucz. Potem okazało się, że to jakaś szajka. Kolejna lokatorka akurat była w domu, gdy ktoś otworzył drzwi. Włamywacz tak się przestraszył, że wyskoczył przez okno, na szczęście z parteru.

Pundefinedźniej wynajmowaliśmy to mieszkanie studentom z Indii undefined teoretycznie trzem, ale jak kiedyś przyszedł majster, okazało się, że jest ich ze 20.

Po dłuższym zastanowieniu się, zdecydowaliśmy się sprzedać to mieszkanie i za te pieniądze kupiłam trzecią nieruchomość w Porto. Jest już po remoncie.

W międzyczasie udało mi się przekonać chłopaka, żebyśmy się przenieśli do mieszkania wynajmowanego, a jego nieruchomość weszła do puli tych wynajmowanych turystom.

Własne mieszkanko

Rok 2020 i turbulencje, związane z pandemią COVID-19 dały w kość wielu branżom, w tym turystycznej. Mocno to odczułaś?

To był najcięższy rok mojego dorosłego życia. Zainwestowałam wszystko i wyzerowałam oszczędności, choć przeczytałam stertę książek, o tym, że zawsze trzeba mieć poduszkę finansową undefined tak na wszelki wypadek.

Na marzec 2020 r. miałam zaplanowane zlecenia od biur podrundefinedży i indywidualne oprowadzania. Przez pandemię musiałam anulować rezerwacje, zwracać zaliczki. To wszystko było bardzo stresujące. 2021 r. musi być lepszy, bo gorszy być nie może.

Liścik od gości

Bierzesz pod uwagę powrundefinedt do Polski?

Zawsze mundefinedwię, że gdyby moi rodzice potrzebowali pomocy i mundefinedj brat nie byłby w stanie jej udzielić, mogłabym wrundefinedcić, ale planem numer jeden byłoby sprundefinedbować przesiedlić rodzicundefinedw do Portugalii. Całe moje dorosłe życie toczyło się tutaj. Wszystko co miałam, tu zainwestowałam. Trudno byłoby mi to teraz zmienić. Dla mnie Portugalia to nie kawałek ziemi, ale ludzie, ktundefinedrych tu poznałam. Spokojni, uśmiechnięci, chętni, by porozmawiać. To pani, ktundefinedra na targu patrzy na sardynkę i zaczyna rozmowę od: undefinedale pięknie świeci skundefinedrkaundefined, a potem opowiada historię swojego życia i okazuje się, że mieszkała w Mozambiku. To pani z warzywniaka, ktundefinedra przechowa klucze i pani z lokalnej knajpki, ktundefinedra poczęstuje zupą, nawet jeśli zapomniało się karty kredytowej. Ci ludzie stanowią dla mnie siatkę dobra. Byłoby mi strasznie trudno się z nią rozstać.

Balkon z widokiem na Porto

Zdjęcia pochodzą z archiwum prywatnego Doroty Woickiej.

Advertisement
Advertisement

Artykuły, które mogą Cię zainteresować

Wyjątkowo o byciu w Domu - Zuzanna Ziomecka i Jacek Santorski

Zapraszamy do obejrzenia wyjątkowej rozmowy redaktor naczelnej mieszkanie.pl, Zuzanny Ziomeckiej z Partnerem zarządzającym ds. integralności biznesu HRE Investments, Jackiem Santorskim. Na podstawie modelu Billa George'a, profesora z Harvardu opowiadają o etapach życia i pojawiających się w nim wzlotach i upadkach, a następnie odnoszą to do etapów bycia w Domu. Na pewno każdy z Państwa odnajdzie w tym modelu część siebie i swojego życia.

Advertisement