Znowu mówi się o ujemnych stopach procentowych w Polsce. Co to oznacza?

Jeśli sytuacja gospodarcza się pogorszy, Rada Polityki Pieniężnej powinna rozważyć wprowadzenie ujemnych stóp procentowych – czytamy w raporcie OECD


O czym przeczytasz?

Panorama Warszawy

Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, skupiająca 37 najzamożniejszych krajów świata, wydała raport poświęcony Polsce.

Jeśli będzie trzeba, stopy powinny spaść poniżej zera

Generalna ocena sytuacji Polski, zawarta w raporcie, jest niezła.

Polska prawdopodobnie wyjdzie z kryzysu wywołanego epidemią COVID19 z mniejszą liczbą blizn niż wiele innych krajów dzięki sile gospodarki przed epidemią i szybkiej reakcji, polegającej na zastosowaniu środków wspierających ekonomię – powiedział sekretarz generalny OECD Angel Gurria.

 Jednak z raportu przebija też ostrożność co do dalszego rozwoju wypadków. Wprawdzie przewidywania mówią o odbiciu się gospodarki w przyszłym roku, ale są także zalecenia na wypadek kolejnego spowolnienia.

W takim przypadku, według analityków OECD, „władze monetarne powinny rozważyć użycie ujemnych stóp procentowych”.

Ujemne oprocentowanie depozytów? Raczej mało prawdopodobne

Ujemne stopy procentowe oznaczają, że NBP zacząłby dopłacać do pożyczek, jakich udziela bankom. W przypadku klientów skutki byłyby nieco inne.

W niektórych krajach, gdzie panują ujemne stopy procentowe, klienci detaliczni nie dopłacają do depozytów. Tak mogłoby być w Polsce, jako że wprowadzenie ujemnych stóp na depozyty osób fizycznych sprawiłoby, że trzymanie pieniędzy w bankach przestałoby mieć sens. To zaś mogłoby doprowadzić do ucieczki kapitału z banków.

Na przykład w Niemczech ujemne oprocentowanie dotyczy depozytów firmowych oraz osób, których depozyty przekraczają 100 tys. euro.

Aczkolwiek istnieje ryzyko, że banki zdecydują się wprowadzić ujemne stopy, choć „tylnymi drzwiami”. Chodzi o dodatkowe opłaty, związane z prowadzeniem kont, które prawie na pewno pojawiłyby się w znacznie szerszym zakresie niż obecnie.

Ujemne oprocentowanie kredytów? Prawie niemożliwe

Nieco inaczej mogłaby wyglądać sytuacja kredytobiorców. Już obecnie oprocentowanie kredytów jest najniższe w historii, a redukcja stóp poniżej zera sprowadziłaby je jeszcze niżej. Ale raczej trudno mówić o sytuacji, w której to bank dopłacałby nam do kredytu. Stawka rynkowa, która zależy od wysokości stóp procentowych w NBP, jest tylko jednym z elementów kosztu kredytów. Drugą, znacznie ważniejszą częścią, jest marża banku. Łącznie jest to kilka procent, a więc nawet dość duża redukcja stóp w NBP nie byłaby w stanie sprawić, że kredytobiorcy zaczęliby płacić wg ujemnych stawek.

Na dodatek już obecnie banki wywindowały mocno wysokość marż. Gdyby doszło do kolejnej obniżki stóp, te marże zapewne wzrosłyby jeszcze bardziej. W efekcie – tak jak teraz – kredytobiorcy zaciągaliby tanie kredyty, ale z bardzo wysokimi marżami. W efekcie powrót stóp procentowych do poziomu powyżej zera mógłby być dla nich bardzo bolesny.

RPP nie mówi o ujemnych stopach

Scenariusz obniżki stóp procentowych poniżej zera nie wydaje się jednak bardzo prawdopodobny. Przypomnijmy – OECD zalecało ten ruch w razie wyraźnego pogorszenia się koniunktury. Tymczasem jej prognozy mówiły o wzroście PKB w przyszłym roku.

Członkowie Rady Polityki Pieniężnej też nie wspominali o ujemnych stopach procentowych podczas swojego przedostatniego posiedzenia. Właśnie pojawił się zapis dyskusji w RPP z początku listopada. Wynika z niego, że RPP zwracała uwagę na tempo wzrostu PKB i możliwe skutki kryzysu dla gospodarki, ale zwrot „ujemne stopy procentowe” nie pojawił się w wypowiedziach jej członków.

Artykuły, które mogą Cię zainteresować