Tomasz Przybyłowicz porzucił Warszawę dla egzotycznej Teneryfy. I zakochał się w niej bez reszty [W gościach]

To miał być roczny, rodzinny projekt, ale już po miesiącu, trzeba było zmienić jego założenia. Czym Teneryfa wygrywa z Warszawą i dlaczego pandemia zwiększyła jej atrakcyjność?

Tomasz Przybyłowicz

Fot. Tomasz Przybyłowicz 

Karolina Polacka: Dzień dobry z zaśnieżonej Warszawy. U nas dziś -14 stopni Celsjusza. A jak u Pana?

Tomasz Przybyłowicz: Mamy teraz na Teneryfie najpoważniejszą zimę od ponad pięciu lat. W naszej miejscowości, nad brzegiem oceanu, temperatura za dnia spada do 18 stopni Celsjusza, a np. cała okolica górnej części wulkanu Teide jest pokryta śniegiem. Kiedy wokół wulkanu spada śnieg, to policja zamyka drogi, w trosce o bezpieczeństwo. Śnieg to taka atrakcja dla Kanaryjczyków, że całymi rodzinami starają się uprzedzić policję i dostać w rejon ośnieżony, żeby z dziećmi ulepić bałwana i nakręcić film.

Jak to się stało, że trafił Pan w to miejsce?

Przez kilkanaście lat pracowałem w korporacji i zajmowałem się reklamą internetową. Jedynym okresem, w którym mogłem udać się na urlop była druga połowa grudnia, a więc czas, kiedy moi klienci nie pracowali. I wtedy pojawiało się pytanie, dokąd się wybrać o tej porze roku z małym dzieckiem, żeby było ciepło i żeby nie lecieć zbyt długo? Co roku wraz z żoną i córką wybieraliśmy Wyspy Kanaryjskie, gdzie - w przeciwieństwie do Warszawy - powietrze jest czyste, a żywność - świeża przez cały rok. I to właśnie sprawiło, że podjęliśmy decyzję o przeprowadzce. Wybór padł na Teneryfę, która jest największą z wysp i oferuje najbardziej rozbudowaną infrastrukturę. Był to też okres, kiedy nie pracowałem już w korporacji. Otworzyłem własny biznes i to on pozwolił nam na przeniesienie się, bez konieczności szukania zajęcia lokalnie. Mogłem pracować zdalnie, co jakiś czas przylatując do Polski na spotkania. To było pięć lat temu, a więc sytuacja była zupełnie inna niż obecnie. COVID-19 sprawił, że spotkania online stały się nowym standardem. 

Jak zorganizowali Państwo przeprowadzkę?

Gdy się przenosiliśmy, córka miała dziewięć lat. Robiliśmy to w wakacje, aby mieć czas na formalności, związane z załatwianiem szkoły. Aby to zrobić na Teneryfie, wystarczy pójść do urzędu gminy, przedstawić umowę wynajmu długoterminowego mieszkania, numer NIE, przyznawany zarejestrowanym cudzoziemcom oraz paszporty. Po tygodniu mogliśmy odebrać specjalny dokument, który uprawnia dziecko do nauki w szkole państwowej z rejonu. Otrzymaliśmy listę książek, wytyczne odnośnie mundurka. I to wszystko. Dla nas, Polaków, było to coś niesamowitego. Choć nie znaliśmy hiszpańskiego, nie mieliśmy problemów z niczym. Co ciekawe, dzieci na Teneryfie zaczynają rok szkolny w drugim tygodniu września, aby mogły jeszcze trochę odpocząć po wakacjach. Codziennie szkoła zaczyna się i kończy o tej samej porze i codziennie 10 minut przed rozpoczęciem lekcji pod szkołę przyjeżdża patrol policji, który kieruje ruchem. To samo – 10 minut przed zakończeniem dnia nauki. Jako ciekawostkę mogę dodać, że na Wyspach Kanaryjskich niezwykle hucznie obchodzi się karnawał, a dzieci dostają tydzień wolnego, aby móc sobie przygotować karnawałowe stroje.

Teneryfa

Lekcje odbywają się po hiszpańsku?

Tak, i rzeczywiście byliśmy tym mocno zestresowani, bo córka, mając dziewięć lat, nie chciała początkowo uczyć się hiszpańskiego. W szkole były oczywiście lekcje angielskiego, ale językiem obowiązującym jest hiszpański. Tolerancja dla dzieci z obcych krajów jest tu jednak ogromna. Są klasy, w których prawie połowa uczniów to obcokrajowcy, którzy nie znają dobrze hiszpańskiego. Dlatego - zarówno dyrekcja, jak i nauczyciele - dają dzieciom czas, aby się wdrożyły. Oczywiście, uczeń musi odrobić pracę domową i- gdy się nie zna języka - jest to trudne i czasochłonne, jednak po kilku miesiącach córka na tyle osłuchała się hiszpańskiego, że zaczęła się w szkole sama zgłaszać do odpowiedzi.

Na Teneryfie czuje się bardzo dużą tolerancję i chęć asymilacji z resztą. Można tu spotkać narodowości ze wszystkich krajów Europy, ale też Ameryki Łacińskiej, zwłaszcza Wenezueli i Kuby. Przykładowo, w naszym kompleksie mieszkają: Francuzi, Katalończycy, Włosi, Niemcy, Rosjanie, Kanaryjczycy, Hiszpanie oraz Belgowie.

A gdyby coś poszło nie tak i pojawiły się jakieś niespodziewane utrudnienia, choćby z adaptacją?  Był jakiś plan „B”?

Założyliśmy, że robimy sobie roczny projekt – na rok szkolny. Po pół roku mieliśmy zorganizować rodzinne spotkanie i ocenić nasz pobyt tutaj. Gdyby jedno z nas zgłosiło „liberum veto”, oznaczałoby to, że wracamy, ale nie do Warszawy, tylko do Gdyni. Oboje z żoną pochodzimy z tego miasta.

Okazało się jednak, że nie potrzeba było aż sześciu miesięcy na podsumowania. Po miesiącu, żona wraz z córką spojrzały mi głęboko w oczy i powiedziały: „rób wszystko, co w twojej mocy, żebyśmy nie musieli się stąd wyprowadzać”. To była najlepsza motywacja do pracy, jaką można dostać.

Teneryfa

Fot. Tomasz Przybyłowicz 

A jak jest z kosztami?

Mieszkamy w Puerto de Santiago i tu ceny są „warszawskie”, bo to rejon turystyczny, najcieplejszy. Są jednak gminy, w których jest znacznie taniej. Rozpiętość jest ogromna. Przykładowo, w naszej gminie, mieszkanie trzypokojowe o powierzchni 75 mkw., z dużym balkonem i miejscem parkingowym, w kompleksie z basenami, 50 metrów od linii brzegowej kosztuje około 230-250 tys. EUR.  Za tę cenę można kupić 200-250-metrowy dom na północy wyspy i to na działce o powierzchni co najmniej 500 mkw. My mamy własne mieszkanie, ale nie namawiamy do tego, żeby od razu kupować nieruchomość. Trzeba znaleźć swoje miejsce. Sami szukaliśmy go bardzo długo. Warto pomieszkać w kilku miejscach i sprawdzić, gdzie czuje się najlepiej.

A z jakimi cenami trzeba się liczyć w przypadku wynajmu nieruchomości?

Mieszkanie trzypokojowe, w naszej miejscowości można wynająć za 700 EUR. Na północy jest to około 500 EUR, a czasami nawet mniej.

Ceny żywności są u nas podobne do polskich, ale na Wyspach Kanaryjskich przez cały rok są dostępne świeże warzywa i owoce. Bardzo dużo produktów przypływa dodatkowo z Afryki i z Hiszpanii.

Wiele osób pracuje teraz zdalnie. W zasadzie, mogliby to robić z każdego miejsca na ziemi. Są tacy, którzy wybierają Teneryfę, by „przezimować”?

Tak i jest to bardzo widoczne. Od około miesiąca nie ma dnia, żebym nie dostawał wiadomości w stylu: „jestem znajomym znajomego, czy mógłbyś mi odpowiedzieć na kilka pytań, proszę, bo rozważam wyjazd na Wyspy Kanaryjskie”. Ludzie próbują tu uciekać na dwa tygodnie, miesiąc czy dłużej. I część z nich faktycznie to robi. Chcą trochę pożyć, a przy okazji nauczyć się np. surfować lub porobić zimą to, co w Polsce mogą robią tylko wiosną i latem. Miałem nawet zapytania od członka zarządu jednej z firm, z prośbą o pomoc w wynajęciu 10 mieszkań, które mają co najmniej dwie sypialnie plus pomieszczenie do pracy. Cała firma z Polski chciała się tu przenieść na okres zimy.

Teneryfa

Fot. Tomasz Przybyłowicz 

A jak wyglądają obostrzenia, związane z COVID-19 na Wyspach Kanaryjskich?

Nie są aż tak surowe jak na kontynencie, np. pootwierane są restauracje, choć był okres, że mogły przyjmować gości tylko na zewnątrz. Mamy coś w stylu godziny policyjnej, po godzinie 23. Obowiązuje wtedy zakaz przemieszczania się, bez ważnego powodu.

Mieszkańcy Teneryfy bardzo przestrzegają zaleceń - utrzymują dystans, chodzą w maseczkach - nawet na plaży zdejmują je dopiero przed wejściem do wody. Obostrzenia obowiązują, ale prowadzimy normalne życie.

Co by Pan polecił tym, którzy rozważają wyjazd na Kanary. Od czego zacząć przygotowania?

Od lotów. Najlepiej znaleźć lot bezpośredni, na wszelki wypadek, bo trzeba pamiętać, że sytuacja na Kanarach, a w Hiszpanii, to dwie całkowicie różne rzeczy. Hiszpania radzi sobie gorzej z COVID-19 niż Wyspy Kanaryjskie.

Najbardziej pewne są czartery. Gdy już mamy bilety, powinniśmy zacząć szukać nieruchomości – najlepiej poprzez Booking.com. Ze znalezieniem apartamentu na wynajem nie powinno być problemu, bo podaż jest bardzo duża. Jedynym okresem, w którym dostępność jest mocno ograniczona, jest Sylwester.

Tomasz Przybyłowicz

Fot. Tomasz Przybyłowicz 

A jak jest z pracą, bo przecież za coś trzeba żyć?

Przed wybuchem pandemii koronawirusa, bezrobocie na Teneryfie sięgało 20 proc., teraz przekracza 50 proc. Dlatego, jeśli ktoś planuje się tu przenieść powinien mieć odłożone pieniądze albo mieć źródło generowania przychodu np. w Polsce. U mnie zmieniło się to, że biuro, które kiedyś miałem na Górnym Mokotowie w Warszawie, teraz mam tu.

Biorą Państwo pod uwagę powrót do Polski?

Nie, tutaj żyje nam się lepiej.

Artykuły, które mogą Cię zainteresować

500 sekund o rynku nieruchomości #3 – luty 2021

O kredytach hipotecznych, większej dostępności finansowania zakupu mieszkań! O wyprowadzce poza miasto i o ekologii na mieszkanie.pl Świat nieruchomości w podsumowaniu miesięcznym, wspólnie z Fiat