Sprawdź, co czeka mieszkaniówkę w 2021 r.

Rok 2020 był trudny i pełen niepewności. Co przyniesie przyszłość?


O czym przeczytasz?

Wyzwania dla mieszkaniówki

Rok 2020 już zawsze będzie nam się kojarzył z pandemią COVID-19. Zaraza – lżej lub mocniej - dotknęła wielu z nas.

Nie oszczędziła także rynku mieszkań. W związku z ograniczeniem pracy urzędów, wydłużył się czas pozyskiwania pozwoleń na budowę, co uniemożliwiło terminowy start wielu inwestycjom. Innym wyzwaniem dla deweloperów była konieczność zamknięcia wiosną biur i przeniesienia sprzedaży do internetu. Zmiany odczuli także kupujący –  niektórzy z nich, swoje nowe mieszkania zobaczyli na żywo dopiero w momencie odbioru kluczy, o czym pisaliśmy tutaj:

Bezkontaktowy wynajem albo zakup? To może zagrać (mieszkanie.pl)

Na szczęście, ten pełen utrudnień i niepokoju 2020 rok mamy już za sobą. Czego możemy się spodziewać w najbliższych dwunastu miesiącach?

2020 rok wszystkim dał mocno w kość

Pierwszy kwartał był zdecydowanie najspokojniejszym okresem minionego roku.

- W styczniu i lutym 2020 r. deweloperzy korzystali z dobrej koniunktury, będącej efektem działań, niezrealizowanych na przełomie lat 2019/2020. Spadek popytu i mniejszą skłonność do podejmowania decyzji inwestycyjnych można było zauważyć dopiero w drugim kwartale. Trzeci i czwarty kwartał upłynęły natomiast pod znakiem powolnej stabilizacji rynku. Jak wskazują analitycy portalu RynekPierwotny.pl, lipiec i sierpień 2020 r. były czasem uspokojenia się nominalnych cen metrażu na stołecznym rynku mieszkaniowym. W tym czasie deweloperzy odnotowali również wysoki wzrost sprzedaży sięgający 40 proc. w porównaniu do drugiego kwartału, co z pewnością mogło dać im nadzieję na przyszłość - mówi Anna Skotnicka-Ryś, dyrektor działu handlowego firmy Profbud.

Co ważne, odporne na COVID-19 okazały się ceny. Jak wynika z danych JLL, w trzecim kwartale 2020 r. w Warszawie, średnie stawki ofertowe wynosiły 10,9 tys. zł za 1 mw. W Krakowie i Wrocławiu było to tylko niewiele mniej, odpowiednio: 10,1 oraz 9,9 tys. zł/mkw. Najtaniej było w Łodzi, gdzie średnia cena za 1 mkw to 6,6 tys. zł.  

Zdaniem Anny Skotnickiej-Ryś, w 2021 r. rynek mieszkaniowy będzie najprawdopodoniej dążył do zachowania równowagi cenowej.

- Jedynie kolejne gwałtowne i nieoczekiwane zjawisko mogłoby spowodować ich spadek cen o więcej niż 10 proc. Nic więc nie wskazuje na to, aby nowy rok przyniósł moment pęknięcia tzw. „bańki mieszkaniowej”, na co czeka z pewnością wielu potencjalnych klientów. Co więcej, restrykcyjne przepisy budowlane, dotyczące efektywności energetycznej nowych budynków, wchodzące w życie od 1 stycznia 2021 r. mogą wpłynąć na wzrost cen mieszkań w najbliższym czasie. Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe kwestie, odkładanie decyzji zakupowej i oczekiwanie na moment załamania się rynku nieruchomości w Polsce może być ryzykowny, a z perspektywy czasu mało opłacalny - twierdzi Anna Skotnicka-Ryś.

Nowy rok pod rządami wysokiego popytu i ekologii

Firmy, działające na rynku mieszkań z optymizmem patrzą w przyszłość. 

- Wierzymy, że planowany na pierwsze miesiące 2021 r. masowy program szczepień, pozwoli na stopniowy powrót do standardowego trybu pracy urzędów. Najważniejsze jednak jest to, że - mimo pandemii - deweloperzy nie narzekają na zainteresowanie ze strony klientów, szczególnie tych inwestycyjnych i gotówkowych. Pojawiają się nawet pytania, dotyczące inwestycji, których sprzedaż ruszy dopiero za kilka miesięcy. I choć nadal najłatwiej sprzedają się nieruchomości w największych miastach, widać przesuwanie się popytu w stronę mniejszych miejscowości do 30 tys. mieszkańców. To tam chcą mieszkać młodzi profesjonaliści, którzy oprócz ucieczki od miejskiego zgiełku, liczą na nowoczesne, energooszczędne budownictwo o wysokim standardzie – mówi Tomasz Szlązak, prezes Polskich Domów Drewnianych.

Jego zdaniem, właśnie pod znakiem wysokiego standardu budownictwa upłynie nam kolejny rok.

- Wzrasta zainteresowanie technologiami ekologicznymi i energooszczędnością m.in. ze względu na to, że cały czas rosną i będą rosnąć koszty energii. Dodatkowo, młode pokolenie jest bardziej wrażliwe na kwestie związane z ekologią. Stąd wzrasta zainteresowania projektami, które już w standardzie mają np. montaż fotowoltaiki czy pomp ciepła - mówi Tomasz Szlązak.

Praca zdalna to tegoroczny standard 

Pandemia z pewnością zmieniła natomiast podejście do zatrudnienia i stylu pracy. Według ekspertów Hays Poland, w 2021 r. firmy jeszcze mocniej będą stawiać na elastyczność, a to oznacza, że dle wielu z nas, mieszkania wciaż będą biurami. 

Analizy Hays Poland wskazują, że pracownicy polubili pracę z domu i chociaż nie każdy docelowo chciałby całkowicie zrezygnować z możliwości przychodzenia do biura, to powrót do sytuacji sprzed pandemii, wydaje się być mało prawdopodobny.

Co ciekawe, praca zdalna przestaje być postrzegana przez pracowników jako cenny benefit, stając się standardowym elementem aktywności zawodowej. Zyskiwać w oczach kandydatów – szczególnie w branżach charakteryzujących się wysoką konkurencją o talenty, np. IT – będą zatem pracodawcy, którzy zagwarantują im możliwość pracy zdalnej również po zakończeniu pandemii. 

Bezrobocie wzrośnie, ale podniosą się też wynagrodzenia

Na szczęście, nie sprawdziły się prognozy, wskazujące na duży przyrost bezrobocia, w następstwie pandemii koronawirusa. Ten rok zakończyliśmy bezrobociem na poziomie 6,2 proc.  Według ekspertów Konfederacji Lewiatan, w 2021 r. prawdopodobnie wzrośnie ono do około 7,3 – 7,5 proc. 

- Niewątpliwie przyszły rok będzie obfitował w zmiany na rynku pracy. Możemy się spodziewać kontynuacji zwolnień w sektorach najmocniej dotkniętych skutkami pandemii zarówno przez administracyjne obostrzenia, jak i zmianę zachowań konsumenckich czyli m.in. w gastronomii i zakwaterowaniu, branży fitness, turystyce, rozrywce. Jednocześnie zatrudnienie w przedsiębiorstwach produkcyjnych, logistyce i transporcie może utrzymać się na poziomie z początku 2020 r. lub nawet wzrosnąć o 4-5 proc. w skali roku.

Nie zawsze jest możliwy płynny przepływ pracowników między usługami a produkcją, więc będzie to jednym z czynników wzrostu bezrobocia. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrośnie w 2021 roku o około 6 proc. z uwagi na podniesienie płacy minimalnej oraz rosnące oczekiwania płacowe wykwalifikowanych pracowników, którzy nadal są poszukiwani na rynku pracy. Wzrostu wynagrodzeń raczej nie odczują pracownicy sektora usług. Rok 2022 powinien przynieść poprawę na rynku pracy – spadek bezrobocia i wyższe wzrosty wynagrodzeń – prognozuje Monika Fedorczuk, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Artykuły, które mogą Cię zainteresować