Pandemia spowolniła administrację. Deweloperzy dłużej czekają na pozwolenia budowlane

Jednym ze skutków pandemii jest spowolnienie administracji. Efektem jest dłuższe oczekiwanie na pozwolenia budowlane. Deweloperzy już zaczęli to odczuwać


O czym przeczytasz?

Epidemia spowolniła administrację

Wybuch epidemii i wprowadzone wiosną ograniczenia, których celem jest ochrona zdrowia Polaków, sprawiły, że praca urzędów mocno spowolniła. Wprawdzie później część ograniczeń zniesiono, ale wiele urzędów nadal stosowało różnego rodzaju obostrzenia, aby uniknąć zakażeń. Efektem jest wydłużenie czasu oczekiwania na różnego rodzaju decyzje, w tym – na pozwolenia budowlane.

Procedury i tak trwają długo

Sprawa procedur, związanych z inwestycjami budowlanymi, od dawna budzi sporo emocji. Wielu przedstawicieli branży zwracało uwagę, że postępowania związane czy to z wydawaniem warunków zabudowy, czy też z pozwoleniami na budowę bardzo się przeciągają i rzadko kończą się w wynikających z przepisów terminach.

W miastach wojewódzkich zaledwie ¼ WZ-tek została wydana w przepisowym terminie. Równie źle sytuacja wygląda w przypadku pozwoleń na budowę  niewiele ponad połowa decyzji wydana została w terminie” – tak Polski Związek Firm Deweloperskich podsumował ubiegły rok w informacji o wynikach rankingu miast, w którym branża wskazuje metropolie, stosujące najlepsze z punktu widzenia deweloperów praktyki.

Przypomnijmy – to podsumowanie dotyczyło roku 2019, kiedy jeszcze o epidemii nie było mowy.

Jest jeszcze wolniej

W tym roku – jak twierdzą deweloperzy – jest jeszcze gorzej.

- Te procedury były długie i w ostatnim czasie jeszcze się wydłużyły. Szczególnie dotyczy to kwestii przygotowań do inwestycji i uzyskiwania pozwoleń na budowę. Na szczęście Inpro S.A oddaje mieszkania do użytku w ustalonych terminach, nie mamy jakichkolwiek przesunięć w tym zakresie – mówi Rafał Zdebski, dyrektor handlowy Inpro SA.

Jednym z powodów był wprowadzony wiosną lockdown.

- W związku z pandemią i wprowadzonym lockdownem, a co za tym idzie zamknięciem urzędów i wstrzymaniem biegu terminów dla toczących się postępowań od marca br. obserwowaliśmy znaczące wydłużenie się procedur administracyjnych – mówi Mirosław Kujawski, członek zarządu Develii.

Statystyka wygląda nadal nieźle

Dane GUS o budownictwie mieszkaniowym potwierdzają, że obecnie wydaje się mniej pozwoleń na budowę. W okresie styczeń-wrzesień 2020 roku liczba zgłoszeń z projektem budowlanym lub wydanych pozwoleń na budowę wyniosła niespełna 191,8 tys. To o niecałe 5 proc. mniej niż przed rokiem, a więc – jak na ogólną sytuację – jest to całkiem dobry wynik.

Warto jednak przyjrzeć się dokładniej tym danym. Najlepiej sytuacja wygląda w przypadku budów indywidualnych – zgłoszeń lub pozwoleń było nawet więcej niż przed rokiem – o 0,3 proc.

Ale kiedy w grę wchodzą budynki mieszkaniowe, stawiane z przeznaczeniem na sprzedaż – czyli stawiane przed deweloperów – ubytek w stosunku do analogicznego okresu roku 2019 wynosi już 7 proc.

Nowe pozwolenia, ale stare wnioski

Trzeba także pamiętać o specyfice procedur budowlanych. Chodzi o to, że w przypadku zgłoszenia z projektem budowlanym wystarczy, że urząd nie zgłosi zastrzeżeń, aby budowa mogła się rozpocząć. To stosunkowo prosta procedura, więc nie dziwi dobry wynik przy inwestorach indywidualnych.

Ale przy pozwoleniach czy warunkach zabudowy proces jest bardziej skomplikowany. Akceptacja urzędu zajmuje dużo więcej czasu. To oznacza, że spore część z wniosków o pozwolenie na budowę, wydanych do września 2020 roku, zostało złożonych jeszcze przed epidemią.

Według danych PZFD, w 2019 roku nieco ponad połowa (57 proc.) decyzji w sprawie pozwolenia na budowę przy inwestycjach w budynki z większą liczbą mieszkań została wydana w terminie do dwóch miesięcy. Na jedną trzecią decyzji trzeba było czekać między dwa miesiące a pół roku. W przypadku 10 proc. wniosków czas oczekiwania wynosił więcej niż pół roku.

Wszystko trwa dłużej

Dodatkowo trzeba pamiętać, że sam proces przygotowania wniosku o pozwolenia na budowę jest dość czasochłonny. Im większa inwestycja, tym więcej wymaga różnego rodzaju konsultacji czy uzgodnień z różnymi organami administracji państwowej.

- Oczekiwanie na jakiekolwiek dokumenty jeszcze bardziej wydłużyło się i dotyka to większości deweloperów, J.W. Construction również. Konieczność dodatkowych uzgodnień, raportów środowiskowych, operatów, znacznie wydłuża cały proces inwestycyjny. Czasochłonne są także procedury uzyskania przyłączenia mediów - mówi Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

- Na przykład w Warszawie procedury związane z wydawaniem warunków zabudowy już wcześniej trwały długo, bo około 2 lata. A im większy obszar inwestycji, tym sprawa jest trudniejsza, trzeba na przykład robić raporty środowiskowe, potrzebne są decyzje sanepidu, który teraz przecież ma inne priorytety – mówi Waldemar Wasiluk, wiceprezes Victoria Dom.

- Od dłuższego już czasu spotykamy się ze spowolnieniem działalności organów administracji publicznej w przestrzeni budowlanej. Chodzi tu głównie o pozwolenia na budowę i cały okres uzgodnień z różnymi interesariuszami jak wydziały środowiska, RDOŚ, Wody Polskie, uzgodnienia drogowe. Spotykamy się z tym we Wrocławiu, ale może w większym jeszcze zakresie również w Krakowie – mówi Arkadiusz Król, radca prawny w Lokum Deweloper.

Nadzieja w nowelizacji

Część deweloperów ma nadzieję, że przynajmniej w sprawach związanych wydawaniem warunków przyłączenia do sieci np. przez firmy.

- Niewykluczone, że nowelizacja Prawa budowlanego, która obowiązuje od września wpłynie na usprawnienie procesu przyłączania nowych inwestycji do sieci elektroenergetycznych, gazowych, ciepłowniczych, wodociągowych i kanalizacyjnych. W ustawie wyznaczono konkretne terminy dla przedsiębiorstw na wydanie warunków przyłączenia do sieci, których przekroczenie spowoduje naliczenie kar - mówi Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Kwestie współpracy z firmami energetycznymi czy gazowymi lub spółkami wodociągowymi przekładają się nie tylko na sam proces ubiegania się o pozwolenia na budowę. Od tego zależy także odbiór mieszkań.

- Zależymy od miejskich spółek, chodzi np. o kanalizację, a tu są problemy po stronie odbiorów technicznych. A bez odbioru technicznego wody czy kanalizacji nie oddamy budynków – mówi Waldemar Wasiluk, wiceprezes Victoria Dom.

Epidemia nie odpuszcza

Tyle że zapisy ustawowe niewiele pomogą, jeśli sytuacja epidemiczna nie pozwoli na ich realizację. A prognozy są dość niepokojące, rząd wprowadza kolejne obostrzenia, coraz częściej mówi się o kolejnym lockdownie, na który zresztą już część krajów się zdecydowała.

- Niestety, ze względu na zwiększającą się liczbę zachorowań uważam, że nie należy spodziewać się poprawy w najbliższych miesiącach – mówi Mirosław Kujawski, członek zarządu Develii.

Tymczasem sprawność urzędów w kwestii wydawania decyzji związanych z budownictwem mieszkaniowym ma ogromne znaczenie w sytuacji, kiedy Polska boryka się z recesją.

- Część spowolnienia gospodarczego, jakie obserwujemy, bierze się wyłącznie z braku działań urzędów. One nie zostały przygotowane do działania w epidemii – mówi Waldemar Wasiluk.

Koszty mogą być ogromne

Opóźnienia w procedurach związanych z budową mieszkań mogą sporo kosztować. Wróćmy do danych GUS. Jak informował ten urząd, na koniec III kwartału rozpoczęto budowę nieco ponad 167 tys. mieszkań. To o ponad 6 proc. mniej niż w analogicznym okresie roku 2019. Ten spadek jest efektem głównie mniejszej rozpoczętej liczby budów na sprzedaż i wynajem.Mieszkań przeznaczonych na sprzedaż lub wynajem rozpoczęto aż o ponad 8 proc. mniej niż przed rokiem. Biorąc pod uwagę, że przeciętne mieszkanie sprzedawane w 2019 roku warte było 275 tys. złotych (GUS), to tylko mniejsza licznba mieszkań rozpoczętych przez deweloperów przez 9 miesięcy tego roku może oznaczać ubytek rzędu 2,4 mld złotych.

Oczywiście, na razie rynek działa siłą rozpędu, obecnie buduje się 836 tys. mieszkań, więcej niż w analogicznym okresie roku 2019. Ale jeśli nie uda się przyspieszyć pracy urzędów i nie zwiększy się liczba wydawanych pozwoleń na budowę, to może się okazać, że za ok. dwa lata mieszkań wprowadzanych na rynek będzie po prostu mniej.

Artykuły, które mogą Cię zainteresować