Kupowanie domów "na spółkę" - czyli patent, który pokochali młodzi Amerykanie

Dzielą nie tylko przestrzeń, ale też koszty kredytu i obowiązki. Wszystko po to, by móc żyć spokojniej. Czy trend zza Oceanu ma szansę przyjąć się w Polsce?


O czym przeczytasz?

współdzielenie nieruchomości

Samodzielny zakup nieruchomości to dla wielu młodych Amerykanów przeszkoda nie do pokonania. I nie chodzi tylko o wysokie ceny tamtejszych domów i mieszkań, ale też samo podejście młodego pokolenia, które – zdemotywowane, znudzone i rozczarowane otaczającą go rzeczywistością - masowo rezygnuje z pracy etatowej.

Choć mogłoby się wydawać, że takie zachowanie całkowicie zamknie młodym ludziom możliwość posiadania własnych metrów kwadratowych, okazuje się, że generacje Millenialsów (urodzeni w latach 80. i pierwszej połowie lat 90. XX w.) oraz Zoomerów (urodzeni po 1995 r.) znalazły rozwiązanie dla tego problemu. Stawiając na wspólne kupowanie nieruchomości, dzielą się przestrzenią do życia, ale też obowiązkami i kosztami, sprawiając, że niemożliwe, jednak staje się możliwe.

W USA liczba korzystających z tego rozwiązania systematycznie rośnie. A czy ma ono szansę przyjąć się w Polsce?

Maksymalna demotywacja młodych pokoleń

rezygnacja z pracy

O tym, że Amerykanie masowo rezygnują z pracy, zagraniczne media donoszą już od kilkunastu miesięcy. W kwietniu 2021 r. na taki krok zdecydowały się rekordowe 4 miliony osób, a socjolodzy i ekonomiści zaczęli nawet mówić o trendzie, który nazwano Wielką Rezygnacją [Great Resignation – ang.].

Rosnącą awersję do stałej pracy widać przede wszystkim wśród Zoomerów. Z badania, przeprowadzonego przez firmę Adobe wynika, że to właśnie oni napędzają exodus - ponad połowa z nich przyznaje, że w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy planuje szukać nowego zajęcia.

Powodów zniechęcenia do dotychczasowej pracy jest co najmniej kilka. Jednym z kluczowych jest pandemia COVID-19, która w wielu przypadkach wpłynęła na obniżki wynagrodzeń, przewartościowała sposób myślenia społeczeństw, ale też… nieco je rozleniwiła. Lockdown i praca zdalna skłoniły wielu pracowników do ponownego przeanalizowania swoich warunków zatrudnienia i celów długoterminowych. Część uznała, że konieczne są zmiany. Innym, powrót do biura po długim okresie pracy z domu, po prostu przestał się opłacać.

Przysłowiowe "rzucanie papierami" dotyczy większości branż. Przykładowo, w październiku 2021 r. amerykańskie Bureau of Labor Statistics poinformowało, że odsetek rezygnacji pracowników usług gastronomicznych wzrósł do 6,8 proc., czyli znacznie powyżej średniej dla całego sektora z ostatnich 20 lat, wynoszącej 4,1 proc. Na drugim miejscu znalazła się branża detaliczna – ze wskaźnikiem rezygnacji na poziomie 4,7 proc.

Nie wykształcenie daje pieniądze, a... aktywność w sieci

Zniechęcenie młodego pokolenia ma jednak przede wszystkim podłoże finansowe. Mocno demotywuje fakt, że osoby po studiach mają często nie lada problem ze znalezieniem satysfakcjonującej pracy w zawodzie. Nie mówiąc już o zarobkach, które są zaledwie promilem przychodów, jakie osiągają znani z sieci blogerzy, youtuberzy, czy tictockerzy. I tu pojawia się wątpliwość: czy aby na pewno warto się starać? Uczestniczyć w wyścigu szczurów? Pracować od rana do wieczora? I robić to z biura, a nie domu?

Amerykanie mocno zwracają też uwagę na stagnację płac, mimo rosnących kosztów życia. A nie da się ukryć, że możliwości finansowe młodego pokolenia nie napawają optymizmem.

Z danych Rezerwy Federalnej wynika, że amerykańscy Millenialsi posiadają 4 proc. wartości wszystkich krajowych nieruchomości, podczas gdy tzw. baby boomersi, a więc osoby, urodzone w latach 1946-1964 mieli w ich wieku aż 32 proc. tych zasobów. Co istotne, Milenialsi na swoje pierwsze mieszkanie muszą wydać o 39 proc. więcej niż statystyczny baby boomer w 1980 roku.

Jak podaje portal studentloanhero.com, systematycznie rosną również koszty najmu - w 1980 r. trzydziestolatkowie przeznaczali na ten cel średnio 850 dolarów miesięcznie (przyjmując obecny kurs), a w 2017 r. było to już 1 358 dolarów.

Choć trzeba przyznać, że młode pokolenia zarabiają obecnie o 67 proc. więcej niż ich rówieśnicy w 1970 r., to nie rekompensuje to rosnących kosztów życia i edukacji - tylko czesne w amerykańskich college'ach od 1987 roku wzrosło o ponad 200 proc. Wszystko to powoduje, że posiadanie własnego mieszkania to dla wielu przedstawicieli klasy średniej poprzeczka nie do przeskoczenia.

Więcej na temat współwłasności mieszkania przeczytasz tutaj.

Zrzutka na dom? Czemu nie!

współdzielenie nieruchomości

Choć młodzi Amerykanie stracili zapał do pracy, nie można im odmówić sprytu i kreatywności. Aby nie musieć mieszkać z rodzicami, pokolenia Zoomerów i Millenialsów zaczęły „zrzucać” się na nieruchomości. Na inwestycje decydują się często grupy znajomych, które planują zamieszkać wspólnie. Choć nie mogą wtedy liczyć na pełną własność, zyskują pewną dozę spokoju, gdyż dzielą się nie tylko kosztami kredytu, ale też odpowiedzialnością i obowiązkami, związanymi z utrzymaniem nieruchomości, płaceniem rachunków czy naprawami. 

Według firmy analitycznej Attom Data Solutions liczba domów, kupionych przez osoby o różnych nazwiskach wzrosła od 2010 r. do lipca 2020 r. o 772 proc.! Inwestującymi byli głównie przyjaciele, znajomi i partnerzy.

A z czego żyją ci młodzi, zdemotywowani Amerykanie? Opcji jest kilka: z tego, co udało im się zaoszczędzić, z pieniędzy rodziców i prac dorywczych. Nie mają zbyt wielkich oczekiwań i nie dążą za wszelką cenę do posiadania rzeczy wartościowych. Odrzucają konsumpcjonizm, rywalizację zawodową i walkę o pieniądze. Nie potrzebują luksusowych aut, bo mogą korzystać z rowerów, hulajnog i komunikacji miejskiej. Nie stołują się w restauracjach, bo idea „nie marnuję jedzenia” ma dla nich coraz większe znaczenie. Nie mają parcia na podróżowanie, bo przecież w odległe zakątki świata mogą się "przenieść", dzięki dostępowi do internetu. 

Choć oczywiście trzeba zaznaczyć, że nie jest to regułą. Są bowiem Zoomerzy, którzy kupili dom "na spółkę", ale jednocześnie pracują na pełen etat, biorą udział w kursach, szkoleniach i nieustannie się rozwijają. 

Więcej na temat zniesienia współwłasności nieruchomości przeczytasz w tym miejscu.

Jedna przyjaźń, jedna nieruchomość, jeden dług

trzy przyjaciółki

Ciekawą historię trzech przyjaciółek, które zdecydowały się na wspólny zakup nieruchomości opisał portal nbcnews.com. Trzydziestoletnie: Amanda i Kathy oraz dwa lata młodsza Stephanie, początkowo wynajmowały dom w amerykańskim mieście Goodlettsville w stanie Tennessee. W kwietniu 2020 r. znalazły jednak atrakcyjną nieruchomość na sprzedaż, a już miesiac później zostały jej właścielkami. W dwupiętrowym budynku - postawionym na 50-hektarowej działce - znajdują się m.in. trzy sypialnie, trzy łazienki i biuro. 

Dziewczyny zdecydowały się na 30-letni kredyt hipoteczny w wysokości 315 tys. dolarów. Jak same przyznają, po podziale na trzy osoby, miesięczne raty nie są dla nich specjalnym obciążeniem.

- Wspólne kupowanie nieruchomości jest po części wynikiem „naprawdę trudnego” rynku mieszkaniowego. W ciągu ostatniej dekady zbudowaliśmy najmniej domów od lat 60. XX w. Niełatwo jest planować kolejne kroki życia, takie jak założenie rodziny, kiedy nie możesz nawet pokonać bariery posiadania domu – mówił w rozmowie z serwisem nbcnews.com Daryl Fairweather, główny ekonomista w agencji nieruchomości Redfin.

Amanda, Kathy i Stephanie wydały dotychczas około 1,5 tys. dolarów na remont, a przed nimi jeszcze modernizacja kuchni i podłóg. Choć nie ukrywają, że wysokość kosztów, jakie wiązały się z tymi pracami nieco je zaskoczyła, ani przez moment nie żałowały decyzji o wspólnej inwestycji. Co więcej, mają nadzieję, że będą tu mieszkały jeszcze przez wiele lat.

Warto dodać, że w USA popularność zyskuje także inwestowanie pokoleniowe. Starsi łączą swoje aktywa z majątkiem młodszych krewnych, aby wspólnymi siłami kupować nieruchomości.

Przeczytaj też: Zniesienie współwłasności mieszkania a podatek

Wystarczy nawet 1 dolar

W stawianiu pierwszych kroków na rynku nieruchomości pomagają młodym ludziom także startupy, które oferują zainteresowanym zakup "udziału" w nieruchomości, a następnie czerpaniu zysków z jego sprzedaży bądź najmu. Co ciekawe, w przypadku niektórych firm, próg wejścia jest szokująco niski i wynosi nawet 1 dolara. To z kolei oznacza, że nieruchomości są dostępne praktycznie dla każdego. 

- Powstające startupy najprawdopodobniej chcą być pośrednikiem w zbieraniu chętnych, możliwe, że też zajmą się zarządzaniem. Czy taka forma jest dobra? Nie ma w niej niczego złego dopóki wszystko "idzie". W przypadku ewentualnych kłopotów, zawsze lepiej jednak zostać z nieruchomością niż z jej udziałem. Zakup domu za dolara to super hasło reklamowe, ale jeśli doliczymy do tego ewentualne opłaty administracyjne i najprawdopodobniej notarialne to może się okazać, że do pewnego poziomu udziału w nieruchomości, będzie to nieopłacalne już na samym początku – zwraca uwagę Michał Spodymek, właściciel firmy Goeste Nieruchomości.

Oczywiście, znacznie wiecej jest firm, w których próg wejścia jest wyższy i wynosi około 500 dolarów, bez wątpienienia jest to jednak nadal kwota bardzo przystępna i zachęcająca do inwestowania.

Przeczytaj też: Amerykański startup chce zatrząść rynkiem najmu

A jak to wygląda w Polsce?

mieszkanie z rodzicami

Nie da się ukryć - Polacy również muszą się borykać z poważnymi problemami mieszkaniowymi. Według danych Eurostatu, pod względem przeludnienia mieszkań, należymy to europejskiej czołówki. Główny Urząd Statystyczny podaje z kolei, że aż 2 miliony naszych rodaków w wieku od 25 do 34 lat wciąż mieszka z przynajmniej jednym ze swoich rodziców.

W górę idą nie tylko ceny mieszkań, ale i ich utrzymania, co nie poprawia sytuacji polskich Zoomerów i Millenialsów.

Mimo to, zjawisko łączenia sił przy zakupach mieszkań praktycznie nie istnieje. Zdaniem socjologów, braki, typowe dla okresu PRL-u spowodowały, że dziś Polacy szczególnie cenią sobie własność.

-  Zdarza mi się spotykać klientów, którzy np. w dwie albo trzy rodziny chcą nabyć jedną działkę, podzielić ją i wybudować dla siebie trzy oddzielne domy. Ale nie zdarzyło mi się do tej pory, żeby 3-4 znajomych chciało nabyć mieszkanie na zasadach współwłasności. Jest to forma za bardzo niepewna i obca dla przeciętnego Polaka – mówi Małgorzata Trepte-Matysiak z agencji WorldWide Life.

Dobra wiadomość jest jednak taka, że coraz więcej polskich Zoomerów interesuje się tym rynkiem nieruchomości.

- Dużo więcej klientów w młodym wieku myśli o budowanie zdolności kredytowej jeszcze z studenckich lat. Wzrosła też liczba osób w wieku 23-26 lat, które zaczęły kupować mieszkania na kredyt, a nawet za gotówkę, czasami za pomocą rodziców. Młode małżeństwa są bardziej skłonne do zakupu mieszkania jako współwłaściciele. Możemy zauważyć, że zainteresowanie w inwestowanie w nieruchomości wśród młodzieży ma tendencje rosnącą – mówi Małgorzata Trepte-Matysiak.

Przeczytaj też: Dopisanie współmałżonka do księgi wieczystej.

Nie wszystkie inwestycje wymagają kroci

młody inwestor

A co może zrobić młody Polak, który dysponuje oszczędnościami na poziomie co najmniej 10 tys. zł i chciałby ulokować je w nieruchomościach, ale odrzuca opcję wspólnego zakupu ze znajomymi? 

M.in. do takich osób, kierują swoją ofertę podmioty, które umożliwiają nabycie "udziału" w mieszkaniach, a następnie czerpanie zysku z ich najmu. 

- Pomysł, związany z inwestowaniem mniejszych kwot w nieruchomości przez większą grupę inwestorów to ciekawy przykład praktycznego wykorzystania idei crowdfundingu nieruchomościowego. Wspomniana koncepcja sprawia, że przestają obowiązywać poważne bariery wejścia na rynek nieruchomości. W modelu, zakładającym wyłączny zakup domu, działki lub lokalu przez jednego inwestora były one stosunkowo wysokie – tłumaczy Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Jak dodaje, tzw. crowdfunding nieruchomościowy powoduje, że również osoby nieposiadające większego kapitału mogą skorzystać z unikalnej cechy, jaką jest indeksacja cen nieruchomości o inflację.

- Chodzi o to, że wzrost cen nieruchomości w dłuższej perspektywie zwykle kompensuje poziom inflacji i zapewnia realny zysk. To ważna kwestia nie tylko w kontekście obecnej sytuacji dotyczącej polskich lokat. W krajach rozwiniętych gospodarczo oprocentowanie depozytów bankowych wciąż jest stosunkowo małe ze względu na niski poziom stóp procentowych, utrzymywany przez banki centralne. Crowdfunding nieruchomościowy już funkcjonuje w naszym kraju. Najbardziej znaną firmą, oferującą inwestowanie w nieruchomości „na spółkę” jest Mzuri CFI – tłumaczy Leszek Markiewicz.

Wedle informacji podanych przez Mzuri CFI, próg wejścia w inwestycję to 10 tys. zł. 

Możliwości są, ale warto zachować rozwagę

Eksperci nie mają wątpliwości: popularność inwestowania w nieruchomości w Polsce będzie rosła, a to oznacza, że przybędzie również osób, chcących rozpocząć przygodę z mniejszym kapitałem.

- Trzeba jednak uważać – bo ta forma inwestowania będzie miała zarówno projekty skuteczne jak i te, które szybko upadną. Doświadczenie życiowe podpowiada mi, że dopóki nie mam kapitału, aby samodzielnie inwestować w nieruchomości, to lepiej uczyć się tej sztuki na innych instrumentach. Na nieruchomościach też można stracić – radzi Michał Spodymek.

Rozwagę zaleca także Jarosław Krawczyk, ekspert Otodom.

- W dobie galopującej inflacji inwestorzy poszukują nowych możliwości lokowania kapitału, a nieruchomości dają względną stabilność. Nie wiadomo jednak do końca, jak ten rynek zareaguje na podwyższenie stóp procentowych, które może dalej postępować – co z kolei może doprowadzić do wyhamowania wzrostów cen. Musimy pamiętać, że nadal duża część ludzi młodych o nieruchomościach myśli jednak w pierwszej kolejności jako o miejscu do mieszkania, a nie jako o inwestycji, zwłaszcza w dobie mniejszej dostępności kredytów – mówi Jarosław Krawczyk.

Advertisement
Advertisement

Artykuły, które mogą Cię zainteresować

Pachnące pomarańcze z goździkami

Idealny dodatek do herbat, a podczas suszenia może być także naturalnym świątecznym zapachem, który nada naszym mieszkaniom wyjątkowego i magicznego klimatu.

Advertisement