Kiedyś walczył na ringu, dziś tworzy prawdziwe wnętrzarskie perełki, nagradzane przez branżę [W gościach]

Z Michałem Głogowskim - o firmie Creadoor, kickboxingu i życiu w Tajlandii.

Michał Głogowski

Fot. Archiwum prywatne Michała Głogowskiego

Karolina Polacka: Przez lata byłeś zawodowym sportowcem. Dziś prowadzisz firmę, zajmującą się produkcją ekskluzywnych zabudów ściennych z grafiką 3D, mebli oraz drzwi wewnętrznych. Skąd pomysł na taką działalność?

Michał Głogowski: Rzeczywiście, przez dziesięć lat zajmowałem się zawodowo kickboxingiem. To była piękna przygoda, jednak niekoniecznie chciałem z nią wiązać całe swoje życie. 

Studiowałem inżynierię materiałową na Politechnice Warszawskiej. Zobaczyłem wtedy, w jaki sposób nowe technologie mogą zmieniać świat. Postanowiłem wykorzystać tę wiedzę w branży projektowania wnętrz, która już wcześniej była mi bliska, ponieważ mój kuzyn jest projektantem.

Firma Creadoor była naszym wspólnym pomysłem. Chcieliśmy wprowadzić na rynek wzornictwa przemysłowego bardzo obiecującą, nowoczesną technologię, dzięki której moglibyśmy tworzyć wyjątkowe elementy wyposażenia wnętrz.

Początkowo nasz projekt ograniczał się do drzwi i nie zakładał tak dużych, zintegrowanych zabudów z grafiką, które są obecnie naszym wiodącym produktem.

Kiedy ruszyliście z działalnością?

Pomysł powstał w 2010 r., gdy byłem jeszcze czynnym sportowcem. Dosyć szybko zdaliśmy sobie jednak sprawę z tego, że technologicznie jesteśmy jeszcze nieprzygotowani na otwarcie biznesu. Zaczęliśmy budować prototyp maszyny do wykonywania grafiki. Choć poszło nam bardzo sprawnie, to niestety okazał się on nieco wadliwy. Dwa i pół roku później, po wielu pracach nad kolejnymi maszynami, mogliśmy wreszcie powiedzieć, że jesteśmy w stu procentach zadowoleni z efektu.

Pod koniec 2012 r. wystartowaliśmy z działalnością. Obecnie mamy kilka zakładów produkcyjnych, choć sam jestem zwolennikiem outsourcingu, dlatego wiele prac zlecamy podwykonawcom. Całe know-how jest jednak u nas. Posiadamy technologię, którą jesteśmy w stanie wykonywać naprawdę niezwykłe grafiki i jednocześnie powoli zmieniamy sposób, w jaki patrzy się na potrzeby klientów w projektowaniu wnętrz.

Widziałam na Waszej stronie wiele pięknych realizacji, jednak moją uwagę przykuła przede wszystkim zabudowa z grafiką motorówki. Co to takiego?

To łódź motorowa marki Riva, jednej z najbardziej luksusowych marek na świecie. Taką łodzią pływał James Bond w swoich filmach. Motorówki Riva są warte majątek. Można powiedzieć, że to takie Ferrari wśród łodzi motorowych.

Historia tej zabudowy jest bardzo ciekawa. Kiedyś do naszego showroomu w Warszawie przyszedł klient, który poprosił nas o zrobienie szafy do swojego gabinetu. W naszym biurze pojawił się z repliką łodzi marki Riva. Chwilę porozmawialiśmy i okazało się, że jest fascynatem takich motorówek i właścicielem jednej z nich. Jest zacumowana w Chorwacji. Zaproponowaliśmy, że zrobimy dla niego coś z motywem łodzi, żeby choć w ten sposób mógł ją mieć na wyciągnięcie ręki. Tak powstała zabudowa, o której mówiłaś - całkowicie funkcjonalna ściana, która mieści w sobie szafę na ubrania, drzwi do łazienki oraz otwartą gablotkę z półkami, a to wszystko na tle pięknej łodzi. Dotychczas zrealizowaliśmy takich już kilka.

Creadoor to coś więcej niż biznes, czuję, że robimy coś potrzebnego i fascynującego. Technologia pozwala nam tchnąć cząstkę Ciebie w miejsce, w którym spędzisz kolejne lata swojego życia. To dobry powód, by iść do pracy.

Motorówka Riva we wnętrzach

Fot. Archiwum prywatne Michała Głogowskiego

Wasze prace zwracają uwagę nie tylko potencjalnych klientów. Docenili je także eksperci z branży wnętrzarskiej. 

Zostaliśmy wyróżnieni w plebiscycie „Home Zone”, organizowanym przez „Design Magazine”. Ludzie, którzy tworzą to pismo to ikony branży projektowania wnętrz w Polsce i na świecie. Od lat zajmują się tym tematem.

Na galę „Home Zone” weszliśmy trochę tylnymi drzwiami. Moja znajoma - wiedząc, że zajmuję się wnętrzami - zaprosiła mnie do udziału w tym wydarzeniu. Na miejscu okazało się, że spośród obecnych firm, jury wybierze pięć, które - ich zdaniem - będą na topie w 2018 r. Zostaliśmy wyróżnieni jako jedna z nich. To było wielkie zaskoczenie i bardzo miła niespodzianka ale też sygnał, że to, co robimy jest potrzebne.

Mówi się, że okres związany z pandemią i dużą ilością czasu, spędzanego w domach, spowodował wzrost zainteresowania remontami i zmianami w aranżacji wnętrz. Też to dostrzegacie?

Popyt na rearanżacje jest rzeczywiście bardzo duży, jednak - z uwagi na to, że jesteśmy marką premium – zostaliśmy trochę pominięci. Ciężko mi znaleźć przyczynę, choć wydaje mi się, że Polacy realizują te najbardziej podstawowe, pierwsze potrzeby. Nasze usługi to wyższa półka, dlatego okres pandemiczny dał nam mocno w kość.

Firmy, zajmujące się wykończeniami w segmencie popularnym mówią o nawale pracy. Ile czeka się u Was na realizację zamówienia?

Średnio trzy miesiące. Wiąże się to przede wszystkim z długim i skomplikowanym procesem technologicznym. Każdy nasz produkt jest spersonalizowany - wymiarowo, albo jednocześnie: wymiarowo i stylistycznie. Nie mamy gotowych półproduktów, z których składamy zabudowy. Nawet drobne elementy, znajdujące się w naszym magazynie trzeba dociąć, odpowiednio złożyć, polakierować i ewentualnie nanieść na nie grafikę. Jest wiele procesów, które mają charakter długotrwały i niezależnie od tego, czy mamy jednego klienta czy wielu, ten proces musi trwać tyle samo.

Produkty na miarę z oferty Creadoora

Fot. Archiwum prywatne Michała Głogowskiego

Odchodząc na chwilę od biznesu, opowiedz nam trochę o swojej przygodzie z kickboxingiem. Twoje osiągnięcia robią wrażenie – byłeś Mistrzem Świata i wielokrotnym Mistrzem Polski w tej dziedzinie.

W pewnym momencie kickboxing był dla mnie sposobem na życie. Niektórych turniejów nie zapomnę nigdy, np. tych, podczas których walczyłem o tytuł Mistrza Świata. Byłem też jedynym Polakiem, który dotarł do finału turnieju K1 w Japonii. Choć przegrałem tę walkę, będą ją pamiętał bardzo dokładnie do końca życia.

Za sprawą kickboxingu pomieszkiwałem w Tajlandii, gdzie znajdowały się: rezydencja i camp sportowy jednego z moich sponsorów. Przebywałem tam najczęściej w okresie polskiej zimy - u nas aura nie sprzyjała treningom, za to w Tajlandii było lato w pełni.

Moja przygoda z kickboxingiem skończyła się po dziesięciu latach. Powodów było kilka. Po pierwsze, jest to na tyle urazowy sport, że jedna walka może przekreślić dalszą karierę. Zdałem sobie też sprawę z tego, że stać mnie na więcej niż ringowe potyczki. Potrzebowałem innych wyzwań.

walka_glogowski_vs_sagatpe

Fot. Archiwum prywatne Michała Głogowskiego 

Nie trenujesz już zawodowo, a amatorsko?

Nim urodziły się moje dzieci, trenowałem 3-5 razy w tygodniu. Obecnie robię to trochę rzadziej. Mam w domu dwoje brzdąców, które przemykają nam pod nogami. Wrócę do systematycznych treningów, gdy trochę podrosną (śmiech).

A gdyby Twój syn chciał pójść w Twoje ślady?

Wolałbym pewnie, żeby tak się nie stało, choć uważam, że chłopak powinien zdobywać pewność siebie nawet na podwórku. Sprawdza się to potem w dorosłym życiu. Czasem gdy trzeba powiedzieć „nie”, strach nam na to nie pozwala. Dla mnie przemoc fizyczna zawsze była czymś, czego się bałem. Przełamanie tej bariery dało mi dużo siły, energii życiowej i odwagi.

Wspomniałeś o tym, że pomieszkiwałeś w Tajlandii. Jakie wrażenie zrobił na Tobie ten kraj?

Tajlandia to jedno z miejsc, do których chętnie wracam, jednak sprawy COVID-owe trochę skomplikowały tamtejszą turystykę. Dotychczas, jedną z droższych części wyprawy był sam przelot z Europy, a na miejscu można było świetnie spędzić czas za naprawdę niewielkie pieniądze.

Nowy król nieco zmienił tę politykę, do tego doszła sprawa z pandemią. Skutek jest taki, że obecnie nie ma możliwości wyjazdu do Tajlandii bez drogiego zaplecza turystycznego.

Przyjeżdżający musi odbyć 14-dniową kwarantannę w luksusowym hotelu, co już generuje dosyć spore koszty. W telewizji tajskiej podano też, że do Tajlandii będą mogli przyjeżdżać wyłącznie turyści zaszczepieni przeciwko COVID-19.

Jakie masz plany na ten najbliższy rok? Czego Ci życzyć?

Chciałbym zrobić z Creadoor’a firmę międzynarodową. W styczniu ubiegłego roku braliśmy udział w pierwszych targach międzynarodowych na IMM Cologne w Niemczech. Dobrze się tam zaprezentowaliśmy, a nawet otrzymaliśmy honorowe wyróżnienie w plebiscycie "StandOut" za jedno z najbardziej imponujących stoisk. Po tych targach miałem ogromny apetyt i wiele sobie obiecywałem. Odbiór naszego stoiska był fantastyczny, a zainteresowanie osób z Bliskiego Wschodu czy Europy Zachodniej napawało optymizmem.

Pandemia ucięła wszystkie rozmowy. Do tej pory do nich nie wróciliśmy, ponieważ branże, które były najbardziej zainteresowane naszą ofertą - a więc: hotelowa i turystyczna – szczególnie ucierpiały przez COVID-19.

Na ten rok mamy w planach dwie imprezy międzynarodowe. Jeśli do nich dojdzie to chciałbym, żeby były owocne. Tego można nam życzyć.

Nagrodzone stoisko

Fot. Archiwum prywatne Michała Głogowskiego

Artykuły, które mogą Cię zainteresować