Inflacja zjada oszczędności najszybciej od lat

Kto w 2015-23r. trzyma oszczędności w banku, może stracić łącznie 15-20% z ich pierwotnej siły nabywczej. W obliczu rosnących cen ani promocyjne lokaty na 3-4% w skali roku, ani nawet detaliczne obligacje skarbowe mogą nie dać szans na realne zyski.

Malejący wykres oszczędności

 

[Sprawdź również]  Wyceń mieszkanie online nawet w 1 minutę! Skorzystaj ze sprawdzonego kalkulatora Urban.One

W ciągu ostatniego roku posiadacz przeciętnej rocznej lokaty realnie stracił około 8% swojego kapitału. To najgorszy wynik od 17 lat, czyli od kiedy zbierane są stosowne dane. Problem ten nie jest nowy. Już lokaty zakładane na przełomie lat 2015/16 generowały realne straty. Skala była wtedy znacznie mniejsza niż dziś, ale strata pozostaje stratą. Prognozy sugerują ponadto, że choć sytuacja ma szanse się trochę polepszać, to i przeciętne lokaty zakładane w 2022 roku przynieść mogą około 2-4% realnych strat. Co więcej, już dziś można szacować, że ktoś kto od 2015 roku przez 8 lat konsekwentnie trzymał oszczędności w banku może stracić łącznie 15-20% z ich pierwotnej siły nabywczej. Dla porównania w latach 2015-21 mieszkania dały 30% realnego zysku, a złoto nawet 46% zysku ponad inflację [Zobacz więcej].

 

Gorzej było z obligacjami, które w tym czasie właściwie pozwoliły jedynie utrzymać siłę nabywczą oszczędności. Nie ma pewności czy ta sztuka uda się też w przyszłości. Wszystko dlatego, że przez spodziewaną inflację kupione dziś dziesięcioletnie obligacje skarbowe mogą w pierwszym roku przynieść 6% realnej straty. Dopiero w drugim roku jest szansa na symboliczny zysk ponad inflację, ale przy takiej skali odrobienie straty z pierwszego roku może trwać lata [Zobacz więcej].

 

Tak jak w przypadku lokat, tak i w przypadku wspomnianych detalicznych obligacji skarbowych rosnące stopy procentowe powinny doprowadzić do wzrostu oprocentowania. W przypadku lokat jest to już widoczne [Zobacz więcej]. W ostatnich dniach o wprowadzeniu lokaty z oprocentowaniem na poziomie 4% informował nawet Nest Bank. Jest to jednak propozycja dla nowych klientów, którzy zainwestują do 10 tysięcy złotych i promocyjne warunki obowiązywać będą przez 6 miesięcy. Minister Finansów też powinien zdecydować o podwyżce oprocentowania, ale póki co miesiąc sprzedawać będzie papiery warte 3-4 miliardy, to jego motywacja do podniesienia oprocentowania nie będzie wysoka [Zobacz więcej].

 

Z punktu widzenia rynku mieszkaniowego podwyżki stóp procentowych prowadzą do ograniczenia popytu na mieszkania. Przecież zmiany, które zaszły dotychczas już spowodowały, że rata przeciętnego kredytu mieszkaniowego albo już wzrosła o około 25%, albo lada moment o tyle wzrośnie. Dla nowych kredytobiorców wyższe oprocentowanie oznacza adekwatne obniżenie zdolności kredytowej. Bardzo ważna jest też niepewność wywołana tym, że Rada Polityki Pieniężnej podnosi obecnie stopy procentowe, co nie zdarzyło się od maja 2012 roku. Ta niepewność najpewniej nie odpuści póki nie zobaczymy kresu podwyżek. A ten według prognoz może wywindować podstawową stopę procentową w okolice 3-4%. Gdyby faktycznie tak się stało, to większa część podwyżek rat byłaby już dziś za nami. Dzisiejsze prognozy sugerują bowiem, że przeciętna rata złotowego kredytu mieszkaniowego może wzrosnąć o około 40% względem sytuacji z września 2021 roku [Zobacz więcej].

 

W pewnym stopniu zmiany te już znajdują swoje odzwierciedlanie w notowanej przez deweloperów sprzedaży mieszkań. Ta w czwartym kwartale ubiegłego roku była skromniejsza niż w trzecim, co zupełnie wymyka się ze schematu sezonowości na tym rynku [Zobacz więcej]. Przez lata zwykło być bowiem tak, że to czwarty kwartał generował najlepsze wyniki w biurach sprzedaży deweloperów. W żadnym wypadku nie jest to jednak jedynie zasługa rosnących stóp procentowych. Winna jest też przebrana oferta w biurach sprzedaży deweloperów. To znowu jest pokłosiem braku odpowiedniej liczby pozwoleń na budowę (szczególnie problem ten dotyczy Warszawy i Wrocławia), ale też palącym problemem jest brak działek budowlanych czy uszczuplanie podaży mieszkań przez zagraniczne fundusze inwestycyjne kupujące w Polsce całe bloki, osiedla czy nawet całe firmy deweloperskie. Sytuacja ta bezpośrednio wpływa to wzrost cen mieszkań, bo przecież deweloperzy widząc, że mieszkania mogliby sprzedać na pniu, muszą podnieść ceny. Robią to nie tylko po to, aby więcej zarobić, ale też po to aby ograniczyć ryzyko (np. wzrostu kosztów wykonawstwa w trakcie prowadzenia inwestycji).

 

Ostatnie tygodnie przyniosły spore zawirowania, które mają wpływ na poczucie bezpieczeństwa finansowego rodaków. O ile sytuacja zacznie się normalizować, to naturalną koleją rzeczy powinno być stopniowe noworoczne ożywienie w mieszkaniówce. Jego apogeum tradycyjnie przypada na marzec. Warto obserwować czy i w bieżącym roku tak będzie, czy szczyt ten zostanie przesunięty o 1-2 miesiące. Bez wątpienia bowiem prognozowany na kolejne miesiące kres podwyżek stóp procentowych, dalszy dynamiczny wzrost gospodarczy, rosnące wynagrodzenia i zatrudnienie oraz start rządowego programu kredytów bez wkładu własnego mają szansę spowodować, że po gorszym grudniu czy styczniu wiosna sprzyjać będzie mocnemu uderzeniu ze strony popytu na mieszkania – szczególnie w segmencie popularnym.

 

Po części sprzyjać powinna temu też dobra koniunktura na rynku najmu. Stawki czynszu przekroczyły już bowiem te sprzed epidemii, a liczba dostępnych do wynajęcia ofert wyraźnie się skurczyła [Zobacz więcej]. Do tego wszystko wskazuje na to, że kolejne miesiące będą sprzyjały dalszej poprawie koniunktury na rynku najmu, co bez wątpienia docenią wynajmujący (właściciele mieszkań na wynajem).

Advertisement
Advertisement

Artykuły, które mogą Cię zainteresować

Pachnące pomarańcze z goździkami

Idealny dodatek do herbat, a podczas suszenia może być także naturalnym świątecznym zapachem, który nada naszym mieszkaniom wyjątkowego i magicznego klimatu.

Advertisement