Masz kredyt we frankach? Uważaj, przez przedawnienie możesz stracić sporo pieniędzy

Każdy, kto ma kredyt „frankowy” i zastanawia się nad skierowaniem sprawy do sądu, powinien pamiętać o przedawnieniu. Przez nie można stracić kilkadziesiąt tysięcy złotych


O czym przeczytasz?

Sala sądowa

Jeszcze niedawno w sprawach frankowiczów przedawnienie nie było zbyt ważne. Toczyli oni sądowe batalie o o właściwe rozliczanie kwestii kupna i sprzedaży walut czy też o uznanie przez sąd, że kredyt denominowany czy indeksowany nie jest kredytem frankowym. Dziś sytuacja się jednak diametralnie zmieniła. Obecnie, kiedy większość decyzji sądów w sprawach frankowiczów kończy się unieważnieniem umowy, kwestia przedawnienia zaczyna być kluczowa znaczenie.

O co chodzi z przedawnieniem

Żeby wyjaśnić, o co chodzi z przedawnieniem, weźmy na przykład frankowicza, który w 2007 roku pożyczył na zakup mieszkania równowartość 300 000 złotych. Teraz zdecydował się na skierowanie sprawy do sądu. Sąd zdecydował – bo takich wyroków obecnie jest najwięcej – że umowa zawiera niedozwolone zapisy i że bez nich nie można jej kontynuować, a więc orzeka jej nieważność. Sąd też nakazuje obu stronom zwrot uzyskanych na podstawie unieważnionej umowy środków.

Czy nasz frankowicz odzyska wszystkie raty, prowizję i opłaty, jakie poniósł od 2007 roku? Niestety, nie. Wszystko przez przedawnienie, konstrukcję prawną, której celem jest uniknięcie sytuacji, że wnuk wierzyciela procesuje się z wnukiem dłużnika o sumę sprzed 50 lat.

Przedawnienie sprawia, że ten okres skraca się do 10 lat (faktycznie obecnie wynosi on 6 lat, ale jako że przepis został wprowadzony w lipcu 2018 roku, to nie obejmuje on naszego frankowicza). A więc frankowicz może liczyć tylko na to, że z banku dostanie zwrot wszystkich rat za okres od 2010 roku. Reszta przepada.

Każdy rok zwłoki sporo kosztuje

Problem, wynikający z przedawnienia, jest o tyle bolesny, że może być ono bardzo kosztowne. Otóż mamy koniec roku. Ktoś, kto ma kredyt „frankowy” i kto nie zrobił niczego, aby rozwiązać sprawę przedawnienia, zapewne już nie odzyska ani grosza z ponad 16 tys. zł, bo tyle właśnie łącznie zapłacił rat kredytu w 2010 roku. Jeśli poczeka jeszcze rok, to zapewne straci blisko 19 tys. zł, bo tyle wyniosła suma rat za rok 2011.

A że z każdym rokiem kurs franka szwajcarskiego szedł w górę, to i każda kolejna roczna zwłoka będzie większa. Do tego jeszcze dochodzą odsetki. Tak – odsetki! Do rat zapłaconych przez naszego hipotetycznego frankowicza bank zwracając pieniądze musi bowiem doliczyć też odsetki co do zasady wyższe niż oprocentowanie bankowych lokat.

Jak zatrzymać bieg przedawnienia?

Na szczęście można zatrzymać bieg przedawnienia w przypadku kredytów frankowych. I nie każda z metod, jakie można zastosować, wiąże się z koniecznością zatrudnienia prawnika i pozwania banku.

Można spróbować ugody

Przede wszystkim można złożyć wniosek o zawezwanie do próby ugodowej. Robi się to na podstawie kodeksu postępowania cywilnego. Wniosek kieruje się do sądu, a jego efektem jest postępowanie przed sądem, którego celem jest uzyskanie ugody między stronami, a więc w tym przypadku między frankowiczem a bankiem.

Ale tutaj są trzy problemy. Pierwszy wynika stąd, że za wniosek trzeba zapłacić. Obecnie opłata od takiego wniosku wynosi 200 zł w sytuacji, gdy wartość sporu przekracza 20 tys. zł.

Poza tym postępowanie, jakie wszczynane jest po złożeniu takiego wniosku, toczy się przed sądem. Wprawdzie ten nie sprawdza, kto ma rację, kto nie, ale mimo wszystko bez wątpienia pomoc prawnika bardzo by się w takim postępowaniu przydała. Zwłaszcza przy sporządzaniu wniosku o zawezwanie, który musi zawierać dokładnie określone żądanie.

I trzecia, chyba najgorsza rzecz – otóż sądy już dawno temu się zorientowały, że duża część wniosków o zawezwanie do próby ugodowej mają na celu wyłącznie przerwanie biegu przedawnienia, a nie żadną ugodę. I Sąd Najwyższy już wiele razy potwierdzał, że sędziowie powinni sprawdzić, jaki jest cel wniosku i że jeśli uznają, że chodzi tylko o przedawnienie, mogą wniosek odrzucić, a tym samym przedawnienia nie będzie.

Można spróbować z pomocą Rzecznika Finansowego

Od stycznia 2017 roku bieg przedawnienia jest przerywany, jeśli zostało wszczęte postępowanie w sprawie pozasądowego rozwiązywania sporów konsumenckich. A więc jeśli frankowiczowi uda się doprowadzić do sytuacji, że w sprawie jego kredytu zostanie podjęta próba interwencji.

Organem, który może interweniować i robi to, jest Rzecznik Finansowy. Ale nim Rzecznik zajmie się problemem frankowicza, tenże frankowicz musi się zwrócić do banku z reklamacją. Niestety, nie ma żadnych wytycznych w prawie, jak długo rozpatrywana jest reklamacja. Raczej trudno spodziewać się szybkiej reakcji, jeśli dla banku każdy miesiąc zwłoki oznacza oszczędność, sięgającą blisko 2 tys. zł. A dopóki bank nie odrzuci reklamacji, frankowicz nie może poprosić o zajęcie się sprawą Rzecznika Finansowego, bo nie pozwalają na to przepisy.

Można po prostu pójść do sądu

Trzecią możliwością jest po prostu wynajęcie prawnika i skierowanie sprawy do sądu. Wpłynięcie pozwu również zatrzymuje bieg przedawnienia. A więc bez względu na to, jak długo trzeba będzie poczekać na rozstrzygnięcie sądu, przedawnienie nie będzie odbierać pieniędzy frankowiczowi. A te sumy, jak pokazaliśmy wyżej, idą w kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie.

 

Artykuły, które mogą Cię zainteresować

SmartHome oczami dzieci - wymarzony pokój

O jakim pokoju marzą dzieci? Przyjrzymy się bliżej inteligentnemu oświetleniu i sprawdzimy jak dzieci same zmieniają pokój w krainę marzeń. SmartHome w Komputroniku. http://Komputronik-SmartHome