"Żarłoczne" banki i drapieżne pantofelki

Kiedy przeprowadzam przez transakcje zadłużonych klientów, zastanawiam się, gdzie jako społeczeństwo popełniliśmy błąd. Może powinniśmy jednak w procesie edukacji znaleźć miejsce na pragmatyzm i wiedzę praktyczną dotyczącą życia w dorosłym świecie?


O czym przeczytasz?

iStock-116840359.jpg

Kiedy przeprowadzam przez transakcje zadłużonych klientów, zastanawiam się, gdzie jako społeczeństwo popełniliśmy błąd. Może powinniśmy jednak w procesie edukacji znaleźć miejsce na pragmatyzm i wiedzę praktyczną dotyczącą życia w dorosłym świecie? Uczyć w szkole co to kredyt hipoteczny, jak wygląda prawo rodzinne, czy majątkowe i odpowiedzialność za podejmowane decyzje? Może nawet powinniśmy zrobić to kosztem nauki o pantofelku lub dżdżownicy. Nie żebym miał coś przeciwko bezkręgowcom, ale to, że pamiętam, iż rzeczony pantofelek odżywia się przez cytostom, nie pomogło mi w życiu dorosłym. A może pomogło, tylko o tym nie wiem?

Czy moi klienci, o których dzisiaj opowiem nie wiedzieli, że ta bestia kształtu kapcia jest drapieżnikiem i odżywia się bakteriami? Może i wiedzieli (nie sprawdzałem), ale umknęło im, że bank, niczym drapieżny pantofelek bakterię, będzie bezwzględnie ich ścigał. Będzie dochodził swoich praw i na końcu bezceremonialnie pożre, jeśli nie spłacą kredytu.

Dramatyczna prośba o pomoc

iStock-528954893.jpg

Pewnego razu pojawiła się w biurze moja znajoma klientka pani Kasia z partnerem. Para poprosiła mnie o pomoc w pewnej bardzo delikatnej sprawie. Jak się okazało kilka lat wcześniej pan Paweł (partner) w przypływie dobrego serca zgodził się na bycie współkredytobiorcą i pomógł kuzynowi w uzyskaniu kredytu na zakup domu. Kilka dni przed naszym spotkaniem pojawiła się korespondencja z banku, z której wynikało, że do drzwi jej partnera zapukał bank. Nawet nie zapukał, tylko walił pięściami. Niczym drapieżny pantofelek plujący na bakterię zamierzał pożreć całą gotówkę jej partnera!

Sytuacja wyglądała na dramatyczną i w istocie rzeczy taką była. Z pisma wynikało, że kredyt nie był spłacany i bank wypowiedział umowę. W efekcie trzeba zwrócić pożyczone pieniądze wraz z odsetkami. Oczywiście kuzyn pana Pawła, Jakub, obiecał kredyt spłacać. To był jego dom i taka była ustna umowa pomiędzy mężczyznami. Niestety bank upomniał się o pieniądze od pana Pawła z powodu właśnie owego kredytu.

Tu muszę dodać merytoryczną dygresję. Absolutnie nic nie zwalnia kredytobiorcy od płacenia rat kredytu. Oczywiście często klienci wędrują po pomoc i poradę do prawników po ratunek. Prawda jest jednak brutalna. Żaden prawnik nie pomoże w takiej sytuacji! Zanim bank udzieli kredyt, siłami swoich prawników zabezpiecza się zarówno na nieruchomości i (co może niektórych zdziwić) również na pozostałym majątku kredytobiorcy. Biorąc kredyt, klient staje się dłużnikiem osobistym i rzeczowym. Odpowiada z rzeczy (temu służy hipoteka) i odpowiada z całego majątku, jeśli wartość rzeczy nie wystarczy do pokrycia zobowiązania. Dla ciekawskich - samo uruchomienie procedury komorniczej podwyższa wartość długu o 10-15%.

Problem był wielokrotnie złożony. Po pierwsze - bank, dług, odsetki, termin spłaty, komornik itd. Po drugie jak zawsze w takich przypadkach występowała cała masa problemów osobistych właściciela, które stały w kolizji z jedynym rozsądnym rozwiązaniem czyli sprzedażą domu i spłatą kredytu.

Pośrednik rusza na pomoc!

iStock-842609122.jpg

Pan Jakub, właściciel, mieszkał z konkubiną, która miała dwoje dzieci z nim i dwoje z poprzednich dwóch związków. Była to duża rodzina. Dom był wygodny, dość nowy i mieszkańcom żyło się w nim dość komfortowo. Konkubina nie zamierzała się wyprowadzać. Niestety jej postawa była równią pochyłą i doskonałą receptą na tragedię. Rodzina unikała kontaktu z bankiem, a długi rosły lawinowo. Po kilku dniach prób udało mi się spotkać z właścicielem i wyjaśnić mu w jakim położeniu znalazła się jego rodzina i rykoszetem - pan Paweł.

Powiedziałem, że bank zapewne podejmie wszystkie możliwe kroki prawne, które zakończą się licytacją i ostatecznie eksmisją komorniczą. Nie dość traumy, która będzie się z tym wiązać - dojdą również dodatkowe koszty tych działań i w całości obciążą one obu panów. Innymi słowy, wyjaśniłem dosadnie Jakubowi i jego partnerce, że dom stracą. Jedyne co można było ratować w takiej sytuacji to wyhamować rosnące szybko odsetki. Ale należało natychmiast rozmawiać z wierzycielem.

Po kilku dniach namysłu panowie podjęli decyzję o sprzedaży. Podpisaliśmy umowę pośrednictwa. Poprosiłem o pełnomocnictwo i udałem się do oddziału banku, który mieścił się na ul. Marszałkowskiej w Warszawie.

Bankowa Ściana Płaczu

Bank jak bank. To miejsce wygląda od zewnątrz jak zwykły budynek, ale wewnątrz? Jerozolimska Ściana Płaczu nie widziała tylu łez, ile jest wylewanych na korytarzach wydziału niespłaconych kredytów. Tragedia patrzyła z każdych zapłakanych oczu, które miałem okazję zobaczyć na korytarzu. Uśmiechnięty ja ewidentnie nie pasowałem do tego miejsca. Pracownicy banku dziwnie na mnie patrzyli. Spotkałem się jednak z panią kierownik oddziału, która bezpośrednio zajmowała się tą sprawą.

Mój cel jako pośrednika jest zbieżny z interesem banku. Zarabiam pieniądze tylko wtedy, kiedy doprowadzę do sprzedaży. Bank z kolei chce mieć zamknięty niespłacany kredyt. Możecie mi wierzyć  albo nie, ale pośrednik to najwygodniejsza dla banku osoba, jaka może się pojawić w takiej sprawie. Nie dość, że nie generuje kosztów, to jeszcze pomaga w mediacjach z klientem. W wyniku mojej wizyty bank (oczywiście warunkowo) wstrzymał windykację, zamroził odsetki, dał nam spokojny czas na sprzedaż, ale najważniejsze było to,  że zgodził się na sprzedaż za cenę niższą niż wartość długu. Co może być dla wielu osób dziwne, (każdy) drapieżny bank woli rozmawiać niż windykować. Tyle, że jeśli chcecie państwo rozmawiać z bankiem w podobnej sytuacji, najlepiej wysłać kompetentnego, wiarygodnego pełnomocnika. Działanie samodzielne to duży błąd.

Wygłodniała konkubina

W tej transakcji pierwsze skrzypce grała konkubina. Zupełnie oderwana od rzeczywistości, w jakiej znalazła się jej rodzina starała się za wszelką cenę utrudnić sprzedaż i zachować dom. Ignorowała głosy rozsądku płynące ze wszystkich stron. Doprowadziła pana Jakuba na skraj załamania nerwowego. W efekcie do samego końca wydawało mi się, że możemy nie sprzedać tego domu. Potrzebna była pisemna zgoda konkubiny i w momencie kulminacyjnym, kiedy pojawił się już zainteresowany klient,a sprawa wisiała na przysłowiowym włosku, zadzwonił do mnie pan Paweł.

  • Panie Piotrze ta …(tu nie wypada pisać, jakie padły słowa) chce, abym jej obiecał, że po sprzedaży kupię jej komplet nowych mebli! Jak jej nie obiecam, nie podpisze zgody na sprzedaż.
  • Tylko tyle? Obiecać? To niech jej pan obieca! Panie Pawle, meble, nowy samochód wakacje w Egipcie - obiecujemy wszystko, czego chce. Idziemy po linii “nikt ci nie da tyle, ile może obiecać”. Niech pan się postara i … obiecuje! 

Obiecał! Podpisaliśmy umowę przedwstępną.

Kupujący kredytował zakup. Po kilku tygodniach byliśmy umówieni na przeniesienie własności. Przyszły właściciel chciał jednak przed umową obejrzeć ponownie nieruchomość. Spotkanie odbyło się w godzinach popołudniowych. Rano klient podpisywał umowę kredytową. Kupujący przyjechał z żoną i o ile wcześniej był zachwycony domem, o tyle w dniu spotkania był wyraźnie poddenerwowany. Obejrzał wnętrza bardzo pobieżnie i oświadczył, że rezygnuje z zakupu. Wsiadł do samochodu i odjechał!

To, co działo się ze sprzedającym i jego kuzynem to trudno opisać. Dom pusty, rodzina w wynajętym mieszkaniu, wstrzymana warunkowo windykacja, a transakcja się rozpada. Nie wiedziałem co powiedzieć, jak skomentować tę sytuację, jak uspokoić właściciela i pana Pawła. Obydwaj kuzyni byli załamani. Łzy w oczach. Ciśnienie 300/200. A i ja nie mogłem dojść do siebie. Emocje nie pozwalały myśleć logicznie. Wracając wolno do domu, oddychałem głęboko i składałem puzzle prawne zaistniałej sytuacji. Układałem możliwe scenariusze rozwiązania kolejnego problemu, który właśnie pojawił się w tej transakcji. (Szczerze mówiąc, zamiast felietonu mogłaby równie dobrze powstać całkiem pokaźna powieść odcinkowa).

Niebezpieczni drapieżcy

iStock-1087028804.jpg

Był czwartkowy wieczór. Intensywne rozmowy trwały przez weekend. Rankiem w poniedziałek osiągnęliśmy porozumienie. Okazało się, że winnym zamieszania był niekompetentny doradca kredytowy. Przy podpisaniu umowy wystraszył kupujących wysokością raty kredytowej. Nie powiedział, że po dokonaniu wpisu w księdze wieczystej rata spadnie o ¼. Klienci bali się, że nie stać ich na utrzymanie domu i jednoczesną spłatę kredytu. Po południu spotkaliśmy się w kancelarii notarialnej i przenieśliśmy własność. 

Czy to koniec?

Sprzedaż nieruchomości, która jest zadłużona powyżej ceny sprzedaży wymaga specjalnej zgody banku, ale przeniesienie własności nie kończy sprawy. Pozostają niezapłacone odsetki. Trzeba je zwrócić. Kupujący kupuje bezpiecznie. Kredytobiorcy płacą dalej!

Podjęliśmy próbę negocjacji z bankiem. Cel był taki, aby minimalną kwotą uwolnić pana Pawła od tej sprawy i zamknąć ten kredyt raz na zawsze. Udało się zaspokoić roszczenie banku  ⅕ należnej kwoty. Jak tego dokonaliśmy? Cóż ...są takie rzeczy, których mówić nie mogę. Uratowaliśmy pana Pawła, ale pan Jakub spłaca odsetki do dnia dzisiejszego…

Pamiętajcie o drapieżnikach! Pantofelek odżywia się przez cytostom, bank karmi się odsetkami!

Advertisement
Advertisement

Artykuły, które mogą Cię zainteresować

SmartHome oczami dzieci - wymarzony pokój

O jakim pokoju marzą dzieci? Przyjrzymy się bliżej inteligentnemu oświetleniu i sprawdzimy jak dzieci same zmieniają pokój w krainę marzeń. SmartHome w Komputroniku. http://Komputronik-SmartHome

Advertisement