"Pewne" jak w banku!

Obrót nieruchomościami jest w naszym kraju ułożony w taki sposób, że do zmiany właściciela konieczna jest wizyta w kancelarii notarialnej.


O czym przeczytasz?

Pewne jak w banku

Pod okiem notariusza, ktundefinedry pełni rolę strażnika prawa (rejent ponosi odpowiedzialność za zgodność umowy z przepisami) następuje przeniesienie własności. Dokładniej mundefinedwiąc, tym decydującym momentem jest złożenie na akcie notarialnym podpisundefinedw. Podpisuje sprzedający, podpisuje kupujący i własność przechodzi. Kupujący może się cieszyć nową rzeczą, choć jeszcze nie zapłacił, a sprzedający staje się bezdomny (musiał się przecież przed umową wymeldować). Jeśli transakcja jest gotundefinedwkowa i kupujący ma potrzebne środki na nabycie, to pieniądze jako przelew od nowego właściciela dopiero po sprzedaży idą na jego konto. Prawdziwej gotundefinedwki w obrocie nieruchomościami w zasadzie nikt nie stosuje i potocznie gotundefinedwka to przelew.

Ryzyka są oczywiste. W przeddzień umowy jeden klient nie śpi w nocy, myśląc czy dostanie zapłatę, drugi analizuje, czy jak zapłaci, to otrzyma towar w umundefinedwionym stanie. Wirtualne pieniądze na stole notarialnym często stanowią przecież dorobek życia. Zwykle jedna strona boi się bardziej i w panice wymyśla rozwiązania, ktundefinedre mają w jej ocenie minimalizować ryzyko związane z mało wiarygodnym kontrahentem (każdy kupujący w takich okolicznościach jest mało wiarygodny), a druga strona dla świętego spokoju się zgadza (chyba, że się nie zgadza i wtedy mam gotowy temat na kolejny felieton).

Klienci bardzo ten moment przeżywają. W efekcie proponowany jest przykładowo akt notarialny przerywany. Polega on na tym, że strony podpisują umowę sprzedaży, a notariusz ze złożeniem podpisu czeka na rozliczenie kupującego ze sprzedającym i potwierdzenie, że zapłata się dokonała. I taki akt notarialny jest doskonały! Zdecydowanie poprawia nastrundefinedj, ale zabezpiecza płatność mniej więcej tak samo, jak inny akt przerywany zabezpiecza przed zajściem w ciążę. Czyli nie daje nic poza satysfakcją. Notariusz po podpisaniu umowy przez zainteresowanych podpis złożyć musi. Nie ma znaczenia, czy dojdzie do rozliczenia. Atmosferę w kancelarii dodatkowo podgrzewa świadomość, że przeniesienie własności w naszym systemie prawnym jest w zasadzie nieodwracalne. Po wyjściu z kancelarii nie można się rozmyślić i anulować umowy.

Obecnie w około osiemdziesięciu procentach transakcji udział bierze bank. Albo spłacany jest kredyt obecnego właściciela, albo kupujący finansuje zakup ze środkundefinedw kredytowych, albo rundefinedwnolegle dzieje się jedno i drugie. Stary kredyt spłaca się nowym. Kiedy więc klientom uda się porozumieć, w spokoju nastąpi przeniesienie własności i płatność, do gry wkracza bank. A banki dbają o to, aby klientom poziom emocji zbytnio nie opadł zarundefinedwno przy, jak i po transakcji.

Przede wszystkim bezpieczeństwo!

Przede wszystkim bezpieczeństwo

Aby sprzedać mieszkanie obciążone kredytem, właściciel, kredytobiorca musi przedłożyć aktualne zaświadczenie z banku wskazujące wysokość zadłużenia i zawierające kilka innych ważnych informacji (czy kredyt nie jest wypowiedziany, numer rachunku do spłaty, data zapadalności kredytu itd.). Trzeba zamundefinedwić więc odpowiedni dokument z pieczątką. Bez pieczątki się nie liczy! Warto też dodać, że wszystkie potrzebne do transakcji informacje mieszczą się zawsze na jednej kartce papieru A4 i są widoczne online dla kredytobiorcy na stronie internetowej banku. Tak jest zawsze! Wydawałoby się, że pobranie takiego dokumentu to prosta sprawa. Szybki wydruk tego, co widać na ekranie monitora, pieczątka i gotowe, ale gdzie tam! Bank musi zarobić, a klient poczekać. O ile "zarobićundefined to ja rozumiem, bo każdy chce zarobić, o tyle undefinedpoczekaćundefined jest już mocno irytujące. Oczywiście ta kartka papieru kosztuje i to czasami nawet 300 zł. No ale trudno, jak się sprzedaje mieszkanie, koszty trzeba ponieść.

Niestety, banki walczą dzielnie o utrzymanie odpowiedniego poziomu adrenaliny nie tylko wysokością opłaty za zaświadczenie, ale rundefinedwnież procedurami. Bo procedury są najważniejsze. I tak w jednym banku zaświadczenie można odebrać w dowolnym oddziale, a w innym bank wysyła je pocztą na adres korespondencyjny (i nie można wskazać innego adresu). W jednym banku może je odebrać tylko kredytobiorca, w drugim mogę np. ja, o ile właściciel mnie do tego upoważni. Takie upoważnienie musi być pisemne, ale czasami właściciel może mnie upoważnić na infolinii, wskazując tylko, kto dokument odbierze.

Wszystkim dzisiaj się spieszy. Takie mamy czasy i powszechnie wiadomo, że czas to pieniądz. I tak w ostatnim czasie jeden z klientundefinedw zamundefinedwił telefonicznie zaświadczenie w poniedziałek, a ja we wtorek je odebrałem (bank Millennium). W innym przypadku klient zamundefinedwił dokument 10 stycznia i czekał 30 dni (PKO BP), nie było też możliwości upoważnienia mnie do odbioru dokumentu inaczej niż pisemnie. Oczywiście w przypadku pierwszego banku pojawienie się mnie, ktundefinedry bez pisemnego upoważnienia zamierza odebrać tak ważny dokument, spowodowało pełną mobilizację całej obsługi. Obsługiwały mnie trzy panie i czułem się wyjątkowy. To miłe. Była przy mnie pani kierownik oddziału, zastępca tejże pani i trzecia pani, ta z okienka. Trochę zamieszania i udało się potwierdzić na infolinii, że życzeniem ich klienta (ktundefinedry zamawiał dokument telefonicznie) jest, abym to ja dokument odebrał. No i odebrałem. W drugim przypadku zdesperowany klient poskarżył się na Facebooku, że czeka już 30 dni i dopiero nazajutrz kwit wysłano pocztą. Procedury bankowe są bardzo rundefinedżne, tak jak treść zaświadczeń i chyba tylko praktyka zawodu pozwala mi przygotować klientundefinedw na trudności i komplikacje, ktundefinedre mogą się pojawić w jakże prostym procesie sprzedaży.

Zwykle kiedy ludzie pojawiają się w kancelarii aby kupić/sprzedać, to jeden z nich ma za sobą kompletowanie dokumentundefinedw, a drugi przeszedł procedurę kredytową. Obydwaj są zestresowani, siedzą więc, patrząc na siebie i czekają cierpliwie, aż notariusz zakończy swoją pracę. Kiedy to się stanie, przechodzi własność i następuje, a raczej powinno nastąpić, rozliczenie pieniędzy i rozluźnienie emocji. W takim momencie bywa jednak ciekawie i nerwowo. Czasami, zlecając przelew, klienci się wielokrotnie mylą, nierzadko zaskakują ich kolejne procedury bankowe związane z przelewaniem większych kwot i potrzebna jest osobista wizyta w oddziale. Wszyscy starają się zapamiętać, kiedy dokładnie przelew wychodzi z banku kupującego, a kiedy wchodzi na konto sprzedającego. Wertujemy internet, szukając informacji i uspokojenia dla nadszarpniętych emocjami nerwundefinedw. Im pieniądze idą wolniej, tym stres większy.

Obawy są ogromne. Nikt nikomu nie ufa, a jeśli ufa, to w ograniczonym zakresie. Zwykle jednak przelew pojawia się na koncie sprzedającego i można świętować. Kiedy błogość spowodowana sukcesem dopada klientundefinedw, o właściwy poziom emocji znowu potrafią zadbać banki i ich procedury. Przykładowo, kiedy sprzedajemy obciążoną hipoteką nieruchomość, a kupujący finansuje zakup z kredytu, to pojawia się zapis w umowie kredytowej kupującego, aby poprzedni właściciel złożył w oddziale nieodwołalną dyspozycję spłaty kredytu. W teorii jest to banalne, w praktyce niektundefinedre banki lub ich pracownicy nie wiedzą, o co chodzi. Nie ma takiego druku albo brakuje procedur, czyli w efekcie na kartce sprzedający pisze: undefinedOświadczam, iż składam nieodwołalną dyspozycję spłaty kredytu z dniemundefineditd.undefined, a pracownik banku niechętnie przyjmuje pismo, ale jakoś się udaje. Co niezwykle istotne, brak potwierdzenia, że dokument został złożony, stanowić może o tym, że nowy właściciel nie uruchomi kredytu i się nie rozliczy. A należy pamiętać, że podpisy złożone, własność przeszła bezpowrotnie, sprzedający bezdomny itd.

Ach, ta dbałość o emocje!

Ach ta dbałość o emocje

Po dwundefinedch tygodniach od spłaty kredytu należy odebrać zaświadczenie z banku, ktundefinedre umożliwia wykreślenie wcześniejszej hipoteki. Następnie trzeba przekazać je nowemu właścicielowi, gdyż tylko on może wykreślić hipotekę. Ponownie w teorii bardzo prosta sprawa, ale życie bywa skomplikowane. Zdarza się, że ktoś o tym zapomni, rozchoruje się albo wyjedzie. Raz nawet miałem klienta, ktundefinedry tak był zdenerwowany na nowego właściciela, że po prostu nie chciał zaświadczenia przekazać. Przypominam: własność przeszła, pieniądze zapłacone.

W tym miejscu nasuwa się w sposundefinedb naturalny pytanie retoryczne: undefinedczy ja się czepiam bankundefinedwundefined? Otundefinedż tak, czepiam się! I to z rozkoszą, mszcząc się niejako za stresy klientundefinedw wywołane procedurami i brakiem elementarnych porozumień pomiędzy bankami. Mamy XXI wiek i wszystko jest w sieci oraz w telefonie. W tej samej sieci mogłaby się pojawić możliwość wygenerowania przez właściciela nieruchomości dokumentu bankowego potrzebnego do sprzedaży. Mogłaby się też przez infolinię (w każdym banku) pojawić możliwość upoważnienia kogoś do odbioru potrzebnego dokumentu. Przecież na tej samej infolinii, gdzie sprawdzana jest wielokrotnie wiarygodność klienta, mundefinedgłby on wskazać kto i kiedy w jego imieniu ma odebrać zaświadczenie. Byłoby też miło, gdyby banki porozumiały się ze sobą w kwestii ujednolicenia treści owych zaświadczeń i wzajemnych wymagań, bo to jest temat na oddzielną publikację. Przydałaby się też odgundefinedrna regulacja, a może nawet procedura umożliwiająca nowemu właścicielowi po spłacie kredytu poprzedniego właściciela do odebrania zaświadczenia potrzebnego do wykreślenia hipoteki.

Bardzo się rozmarzyłem, ale marzenia dają nadzieję. Marzę więc dalej i mam nadzieję, że może w XXI wieku ktoś wpadnie na to, aby procedury bankowe omundefinedwić z doświadczonymi uczestnikami rynku, trochę je uprościć i świat będzie troszkę lepszy. Pozostało nam jeszcze 78 lat obecnego wieku, a zatem serdecznie zapraszam.

Advertisement
Advertisement

Artykuły, które mogą Cię zainteresować

Wyjątkowo o byciu w Domu - Zuzanna Ziomecka i Jacek Santorski

Zapraszamy do obejrzenia wyjątkowej rozmowy redaktor naczelnej mieszkanie.pl, Zuzanny Ziomeckiej z Partnerem zarządzającym ds. integralności biznesu HRE Investments, Jackiem Santorskim. Na podstawie modelu Billa George'a, profesora z Harvardu opowiadają o etapach życia i pojawiających się w nim wzlotach i upadkach, a następnie odnoszą to do etapów bycia w Domu. Na pewno każdy z Państwa odnajdzie w tym modelu część siebie i swojego życia.

Advertisement