Miłość i nienawiść, czyli jak sprzedać mieszkanie po rozwodzie?

Nienawiść jest zła. Przemoc jest zła, ale czasami niektórzy pod własnym dachem pielęgnują złość i nienawiść. Karmią się nią jak pokarmem i ignorują szanse na przerwanie szalonej spirali.


O czym przeczytasz?

Jadwiga była kobietą blisko 60-letnią. Od lipca 2013 roku starałem się sprzedać jej mieszkanie w Warszawie. Lokal należał do niej i jej byłego męża Jundefinedzefa. Agresje i awantury doprowadziły moją klientkę wprost na łundefinedżko szpitala kardiologicznego i omal nie skończyły się tragicznie. To właśnie ostatni, dramatyczny pobyt w szpitalu skłonił strony do podjęcia działań mających na celu podział majątku. Byli małżonkowie zgodnie stwierdzili, że nim ktundefinedreś padnie trupem z zimnej już miłości, trzeba mieszkanie sprzedać. Pojawiłem się ja i dostałem bardzo konkretne zadanie - sprzedaj i pomundefinedż nam podzielić się majątkiem.

Trudna sytuacja mieszkaniowa (NIE)małżonkundefinedw

mężczyzna kłundefinedci się ze swoją żoną w kuchni

Para byłych małżonkundefinedw zamieszkiwała razem, zajmując po jednym z trzech pokoi mieszkania. Z salonu korzystał tylko syn i było to jedyne po toalecie neutralne miejsce. Można powiedzieć - prywatna strefa zdemilitaryzowana. O kuchni nie wspominam, bo tam głundefinedwnie dochodziło do awantur. Może z powodundefinedw bliskości lodundefinedwki, w ktundefinedrej to gospodarz przetrzymywał wysokoprocentową amunicję. Nie wiem.

Kiedy pierwszy raz spotkałem Jadwigę, wzbudziła całą sobą moją ogromną empatię. Bardzo chciałem jej pomundefinedc. Wspundefinedłczułem sytuacji, w jakiej się znalazła. Przedstawiała byłego partnera jednoznacznie jako demona ciemności. Pijaka, łajdaka i osobę z marginesu społecznego. Niestety byłem zmuszony nawiązać z nim kontakt i dopełnić dokumentowych formalności. Wspundefinedłwłasność (czy to łączna małżeńska, czy jakakolwiek inna) powoduje, że rozpoczęcie sprzedaży bez wspundefinedlnego, szczegundefinedłowego ustalenia celundefinedw, kolejnych krokundefinedw działania i zakresu usługi nie ma większego sensu. Nawet jeśli byli małżonkowie serdecznie się nienawidzą, chcąc sprzedać, muszą zakopać wojenny topundefinedr na czas załatwienia sprawy. Gdy więc oczekiwałem w biurze na Jundefinedzefa, spodziewałem się najgorszego, a do do biura wszedł drobnej postury starszy pan. Obserwowałem go bacznie. Oczywiście widać było, że nos czerwony od zimnych zakąsek zdradza zamiłowanie do alkoholu, ale zadziwiająco szybko doszliśmy do porozumienia. Jundefinedzef zgodził się mieszkanie sprzedać i zapłacić mi połowę ustalonego przez żonę wynagrodzenia pod warunkiem, że znajdę klienta za nie mniej niżundefined

Zacząłem działać. Wystawiłem ofertę na rynek. To było świetne trzypokojowe mieszkanie. XV piętro z ekspozycją okien na panoramę Warszawy powodowało, że widok był zjawiskowy. Co prawda lokal wymagał odnowienia, ale dobry rozkład pomieszczeń i cisza (powyżej VII piętra odgłosy miasta zamieniają się w delikatny szum) rekompensowały niedogodności.

Niestety, jak wszystko, i to mieszkanie miało wadę. Od 24 maja 2013 roku jeśli grunt pod budynkiem jest nieuregulowany, nie można założyć księgi wieczystej. W wielu miejscach w Polsce są posadowione budynki, ktundefinedre nie mają uregulowanego stanu prawnego gruntu pod nimi. Mundefinedwiąc w dużym skrundefinedcie, nie wiadomo na jakiej zasadzie właściciel (np. spundefinedłdzielnia) budynku korzysta z gruntu. Sytuacja taka blokuje możliwość założenia księgi, a tym samym kupno należy finansować ze środkundefinedw własnych. Nie ma mowy o kredycie. Nie można też takiego spundefinedłdzielczego prawa przekształcić we własność. To dość dziwne, ale w obrębie jednego budynku pojawiają się kompletnie rundefinedżne stany własności mieszkań, uzależnione od tego, w jakim okresie następował nimi obrundefinedt. W mojej opowieści ważne jest to, że w owym czasie sytuacja taka była dla rynku nowa. Mieszkania bez możliwości założenia KW po prostu nie sprzedawały się. Klienci obawiali się nieznanego. Zadanie, jakie stanęło przede mną było bardzo trudne. Telefony co prawda dzwoniły, ale po informacji o księdze rozmundefinedwcy dziękowali. Nikt mieszkania oglądać nie chciał. Trwało to miesiącami do wiosny 2014 roku, aż pewnego razu o mieszkanie zapytał młody człowiek. Umundefinedwił się na prezentację, mieszkanie obejrzał i ku mojej wielkiej radości, od razu złożył ofertę. Przyznam, byłem tym trochę zaskoczony. Tyle miesięcy nic, aż nagle taka odmiana! Co ważne propozycja rundefinedżniła się od ceny ofertowej tylko o 20 000 zł. (undefinedwczesna wartość mieszkania była szacowana na 330-350 000 zł. Dzisiaj, po ośmiu latach, za trzy pokoje z takim widokiem zaryzykowałbym cenę od 650 000 w gundefinedrę)!

NIEspodzianka

Pomyślałem, że zadzwonię najpierw do Jundefinedzefa. W końcu to on był ten zły. Klient jednak zaskoczył mnie bardziej niż propozycja kupującego. Po przedstawieniu oferty odpowiedział: undefinedJa się zgadzam na wszystko, na co się zgodzi się moja była żona! Cenę akceptujęundefined. Jak w wierszu Mickiewicza, witałem się z gąską. Pozostało zadzwonić do Jadwigi. Wykonałem telefon i z nieukrywanym entuzjazmem przedstawiłem propozycję. Pewny swego czekałem na sakramentalne undefinedtakundefined, ale zamiast tego usłyszałem zdecydowane undefinednieundefined. Trudno mi było w to uwierzyć. Mąż ją bije, żyje w stresie od kilku lat, ja sprzedaję od dziewięciu miesięcy bezskutecznie i undefinednieundefined? Byłem w szoku. Starałem się wytłumaczyć, że to tylko 10 000 zł (kwota była dzielona po połowie, więc i obniżka rundefinedwnież), że życia szkoda na mieszkanie pod wspundefinedlnym dachem z kimś kto tak jej dokuczył, itd., itp. Niestety argumenty nie działały żadne. Cena ofertowa miała być ceną transakcyjną. Tak zakończyła się nasza rozmowa.

Brak możliwości negocjacji to tragiczna w skutkach decyzja nie mająca z handlem nic wspundefinedlnego. No może gdyby rynek był tak dynamiczny jak w 2021, to by nie szokowało, ale w 2014?

I nastała cisza. Miesiąc drugi, trzeci. Nagle dzwoni znajomy numer i moja rozmundefinedwczyni krzyczy:

Panie Jaskulski pan się nie nadajesz do tej roboty! Tyle czasu i ani jednego klienta!

Padły kolejne stwierdzenia, ktundefinedrych nie pamiętam. Stałem oszołomiony. Ciśnienie mi skoczyło, ale potem trochę opadło i starałem się odeprzeć zarzuty dzwoniącej Jadwigi.

Pani Jadwigo, miała Pani szansę sprzedać, ale się Pani nie zdecydowała, mało tego - kazała mi Pani napisać w ofercie, że cena jest nienegocjowalna!

Pan się nie znasz na sprzedawaniu. Chcę rozwiązać umowę!

To zapraszam do biura. Chętnie i ja zrezygnuję z takiej oferty.

Nazajutrz przy porannej kawie zadzwonił telefon. Zobaczyłem, kto dzwoni i przez ułamek sekundy zamiast americano miałem przed sobą mocne espresso. W każdym razie ciśnienie skoczyło mi natychmiast. Dzwoniła Jadwiga, ale kiedy się odezwała, jej ton był zupełnie inny. Przepraszała mnie, była serdeczna i zaczęła się tłumaczyć:

Bo wie Pan, ten mundefinedj stary to jest straszny. Znowu pije, bije mnie i awanturuje się, a jak Pan ostatnio dzwonił, to on był spokojny i się nie awanturował.

Opadłem z sił. Pomyślałem - kobieta prawie umarła, facet ją poniża, znęca się psychicznie, a ona sprzedaje mieszkanie, jak on ją bije mocno i przestaje sprzedawać, kiedy bije lżej. Byłem w szoku.

podział domu przez młotek sędziego

Czy sprzedałem to mieszkanie? Niestety nie. Szukałem dalej kolejnego klienta i w końcu znalazłem go, ale wtedy Jundefinedzef pokazał prawdziwe oblicze, o ktundefinedrym wspominała Jadwiga. Wiadomo - kiedy człowiek pije, nie panuje nad sobą lub jak to mundefinedwią niektundefinedrzy, budzi się w nim druga osobowość. Niestety ta druga natura Jundefinedzefa chciała się napić jeszcze bardziej niż ta pierwsza. Złożenie propozycji zakupu Jundefinedzefowi (podczas prezentacji) spotkało się z tak wulgarną reakcją tegoż pana i taką awanturą, że uciekaliśmy z mieszkania razem z klientem. Uznałem, że dalsze sprzedawanie nie ma sensu. Szkoda tylko, że Jadwiga nie skorzystała z szansy wcześniej.

Advertisement
Advertisement

Artykuły, które mogą Cię zainteresować

Wyjątkowo o byciu w Domu - Zuzanna Ziomecka i Jacek Santorski

Zapraszamy do obejrzenia wyjątkowej rozmowy redaktor naczelnej mieszkanie.pl, Zuzanny Ziomeckiej z Partnerem zarządzającym ds. integralności biznesu HRE Investments, Jackiem Santorskim. Na podstawie modelu Billa George'a, profesora z Harvardu opowiadają o etapach życia i pojawiających się w nim wzlotach i upadkach, a następnie odnoszą to do etapów bycia w Domu. Na pewno każdy z Państwa odnajdzie w tym modelu część siebie i swojego życia.

Advertisement