Czy czarne może być zielone? O ciemnej stronie Black Friday

Czarny Piątek to dzień, w którym teoretycznie mamy szansę kupić produkty w okazyjnych cenach. Nim jednak wpadniemy w szał dodawania produktów do koszyka, zastanówmy się przez chwilę, czy w dłuższej perspektywie czasu faktycznie możemy mówić o okazji.


O czym przeczytasz?

Okazja dla oszczędnych czy święto konsumpcji?

Uwielbiamy kupować. Z tą prawdą nie da się polemizować - twarde liczby potwierdzają, że z roku na rok kupujemy coraz więcej ubrań, mebli, sprzętu AGD, elektroniki, kosmetyków, samochodów, zabawek, suplementów diety i aut. W zasadzie trudno znaleźć sektor, w którym trend zakupowy nie byłby zwyżkowy. Z tego też względu, gdy nadchodzi Black Friday, niemal każdy sklep przygotowuje “specjalną ofertę”. Już na parę dni przed ostatnim piątkiem listopada zewsząd atakują nas reklamy, które obiecują, że tylko teraz możemy zakupić dermokosmetyki, wiertarkę, kaszmirowy sweter, smartfon i narzutę na łóżko w wyjątkowej, “czarnej” cenie. Ta okazja się nie powtórzy! No, może za rok. Jednak czy naprawdę?

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów od paru lat ostrzega o nieuczciwych praktykach sprzedawców, którzy przygotowując się do Czarnego Piątku skrupulatnie przeliczają swoje marże. Ci najbardziej “kreatywni” podnoszą ceny produktów po to, aby bez szkody dla siebie obniżyć je z okazji Black Friday do poziomu niewiele niższego niż przed sztuczną podwyżką. Dlatego jeśli planujemy zakupy w nadchodzący piątek, uważnie podchodźmy do wszystkich “super ofert”. A najlepiej w ogóle zrezygnujmy z zakupów w ten dzień. 

Chcieć mniej to najlepsza rzecz, jaką możemy zrobić siebie i świata

Ekologia to nie tylko segregowanie śmieci, walka o czyste powietrze czy zabieranie wielorazowych toreb na zakupy. Chcąc realnie zmieniać rzeczywistość, musimy przewartościować swoje spojrzenie na przedmioty, jakimi się otaczamy. 

Nie trzeba interesować się ekologią, aby mieć dzisiaj świadomość, że zakupy w chińskich e-sklepach, chociaż okazyjne pod względem cenowym, wyrządzają olbrzymią szkodę środowisku. Oczywiście, że nasze jedno zamówienie stroju Elzy dla córki czy elektrycznej hulajnogi na dojazdy do pracy nie zrujnuje planety, ale takich zamawiających różne niepotrzebne gadżety osób są miliony. I to każdego dnia. W każdym tygodniu. Przez cały rok. Generuje to olbrzymi ślad węglowy. A co z zakupami w sklepach z siedzibą w naszym kraju?

Również nie jest wiedzą tajemną, że zatowarowanie większości sklepów bazuje na produktach wytwarzanych na drugim końcu świata - tak funkcjonuje globalna gospodarka i nie ma tu żadnej realnej alternatywy. Nim jednak sięgniemy po nowy smartfon (bo w starym bateria trzyma tylko dobę, jest nie w tym kolorze lub nie robi odpowiednich zdjęć) lub smartwatcha (bo już niemodny), to zastanówmy się, czy naprawdę są to powody do wydawania kolejnych kilkuset złotych i przy okazji zatruwania środowiska. 

Do 2040 roku sektor technologii informacyjno-komunikacyjnych będzie emitować nawet 15% całej emisji gazów cieplarnianych. Jednocześnie to obecnie najprężniej rozwijający się i najbardziej dochodowy biznes w skali globalnej. Rokrocznie kupujemy ponad 330 milionów (!) smartfonów, a produkcja i sprzedaż tych konkretnych urządzeń ma bardziej dewastujący wpływ na środowisko niż w przypadku laptopów czy komputerów. Powodowane jest to głównie wydobyciem metali szlachetnych, których w naszych smartfonach jest całkiem pokaźna ilość. Czy wiesz, że użytkując swój telefon przez dwa lata wygenerujesz za jego sprawą jedynie 10% całkowitej objętości węgla, jaka jest potrzebna do jego produkcji i złożenia? Gdybyśmy chcieli zrównoważyć objętość CO2 potrzebną do produkcji smartfona i generowaną przez jego używanie, musielibyśmy korzystać z niego przez dekadę. 

Nie namawiam do pełnej ascezy - doskonale rozumiem, że minimalizm nie jest dla wszystkich. Sama ten tekst piszę na laptopie i korzystam ze smartfona, nie wyobrażam sobie swojego życia bez internetu. Jednak zachęcam do ograniczenia konsumpcji tam, gdzie każdy z nas może - przesuwając swoje granice komfortu tylko odrobinę robimy gigantyczne zmiany w skali globalnej. 

Zrób dla siebie (i innych) Zielony Czarny Piątek. Metoda na eko-zakupy 

  1. Pomyśl dwa razy nim kupisz. Czy faktycznie tego potrzebujesz, czy kupujesz, bo jest tanio?
  2. Być może nie musisz wymieniać całego sprzętu? Jeśli w Twoim smartfonie szwankuje bateria, na Black Friday poszukaj okazji, która pozwoli Ci ją wymienić. Brak pamięci? Może problem rozwiąże mikrokarta?
  3. Jeśli już decydujesz się na zakup, wybieraj rzeczy trwałe, których możesz używać przez długie lata, wysokiej jakości. Dotyczy to zarówno sprzętu elektronicznego, jak i ubrań czy mebli.
  4. W miarę możliwości wybieraj marki i produkty lokalne. Jest mnóstwo rodzimych sklepów ubraniowych ze świetnej jakości ubraniami szytymi w Polsce, kreatywnymi zabawkami, meblami, zastawą, kosmetykami. 
  5. Nie chowaj głowy w piasek. Każdemu z nas się zdarza pomyśleć “przecież od jednego śmieciowego zakupu nic złego się nie stanie”, jednak Black Friday to doskonała okazja do tego, aby zamiast ulegać ciągle tym pokusom, powiedzieć sobie “nie”. 
Advertisement
Advertisement

Artykuły, które mogą Cię zainteresować

Pachnące pomarańcze z goździkami

Idealny dodatek do herbat, a podczas suszenia może być także naturalnym świątecznym zapachem, który nada naszym mieszkaniom wyjątkowego i magicznego klimatu.

Advertisement